— Owszem, doceniam... ale nie traćmy czasu, chcę ci opowiedzieć o Jasiu.
— Ach, tak! — ożywiła się Elżbieta. — Musiałaś, biedaczko, mieć z nim dużo kłopotów przez drogę? Pytał o mnie?
— Ciągle! — Ludmiła zaczęła opowiadać o tym, co zdarzyło się w podróży, przytaczała każde słówko Jasia, wiedząc, że właśnie tym sprawi matce największą przyjemność. Mówiła szybko, chaotycznie wyrzucając z siebie wszystko. Elżbieta chłonęła każde słowo i chowała je głęboko w sercu.
Mały Kałga bawił się w pobliżu jurty budowaniem kopców. W pewnym momencie doszły do niego jakieś dziwne, przytłumione głosy. Bardzo go to zainteresowało. Wiedział, że cała służba, zebrana w namiotach matki, zajęta jest szykowaniem ojca do drogi. W jego paniczowskim namiocie piastunka pozostała sama, z kimże więc może rozmawiać? — zastanawiał się chłopiec. I to tak długo, tak szybko. Przecież ona zwykle mówi trzy słowa na godzinę. Niby wygarniając piasek, podpełznął ku namiotowi, położył się na ziemi i wsunął czarną główkę pod wojłok. Zdumiał się niezmiernie, gdy zobaczył, że chłopiec, który służy u kupca z brzękadełkami, siedzi przy jego piastunce i mówi jasno, szybko i wcale się nie jąka. Kałga ostrożnie się wycofał i chcąc podzielić się swym odkryciem, podbiegł do stojącego w pobliżu Kargana.
— Chodź, pokażę ci coś... Ten chłopak, co nie umiał gadać, teraz gada, i to bez końca, zupełnie jak moja matka — powiedział szeptem, jakby zdradzał największy sekret i pociągnął Kargana za połę kożucha.
Kargan nie wiedział, jak się dzieciaka pozbyć. Dla świętego spokoju postanowił pójść za nim kilka kroków. Między wojłokami okrywającymi namiot były szpary, wprawdzie bardzo wąskie, jednak można było przez nie zajrzeć do środka. Mężczyzna spojrzał, posłuchał, a potem pogłaskał dziecko mówiąc:
— Dziękuję, żeś mi pokazał. To istotnie bardzo zabawne! — powiedział i odszedł.
Dzieciak sądził, że jego odkrycie wywrze większe wrażenie. Zawiedziony i naburmuszony zaczął sypać nowe kopce.
Kiedy Ludmiła wyszła z namiotu, kilka kroków dalej Kargan zaczepił ją z przymilającym uśmiechem. Mówił do niej na pół z włoska, na pół ze słowiańska:
— Michajlo... Wszak nazywacie się Michajlo? Jesteście z Tany? Słyszałem, że chcecie wykupić niewolnicę Arguny? Bardzo szlachetne przedsięwzięcie. Może i ode mnie kogoś wykupicie? Mam dużo niewolnic. Doprawdy, zazdroszczę Argunie tak wybornego targu.