Na wspomnienie Kajkuła Ludmiłą wstrząsnął dreszcz, ale zamknęła trwogę w głębi duszy i odrzekła wyniośle:

— Rób, jak chcesz. Jest Bóg na niebie, który wszystkich osądzi.

— A, toś ty taka? Nie wiedziałem, że należysz do niewolnic, które wzdychają za śmiercią. Pomyślę, czym ci dokuczyć...

Ludmiła potoczyła wzrokiem, szukając ratunku. Dokoła wisiały czarne pilśniowe ścianki. Przez otwór, który służył za okno, dojrzała jurtę Ajdara, stojącą naprzeciwko, zaledwie o kilkanaście kroków. Zapona wejściowa była odsunięta, a w głębi jurty, na bogatej sofie, siedział behadyr. Może ten człowiek będzie litościwszy? Może mnie obroni? Błysnęła jej myśl, która miała się stać ostatnią deską ratunku.

Na oczach Kargana wpadła między wojłoki i jak błyskawica przebiegła przestrzeń dzielącą obie jurty. Sama nie mogła uwierzyć, że jest już w namiocie Ajdara. Jej ptasi lot był tak niespodziewany, że Kargan przetarł oczy, myśląc, że to jakiś złośliwy duch oślepia go i łudzi. Po chwili przekonał się, że nie było to złudzenie. Roześmiał się na całe gardło.

— Jaka ona zabawna! Myśli, że jej nie dogonię we własnym obozie — powiedział i jak lew w drapieżnym rozpędzie wyskoczył z jurty, by rzucić się na ofiarę.

Kiedy jednak zobaczył brankę klęczącą przed behadyrem, przestał się śmiać. Załamał się zupełnie, kiedy spostrzegł, że Ajdar wyciągnął rękę nad głową Ludmiły. Był to u Tatarów znak święty, przysięga niezłomnej obrony. Ten, nad którego głową gospodarz wyciągnął rękę, mógł spać spokojnie, choćby miał śmiertelnych wrogów.

Ajdar, przekonany, że Ludmiła na wieki jest dla niego stracona, że jedzie do stolicy pod świętym żółtym rąbkiem, usiłował o niej zapomnieć, choć nie było to wcale łatwe. Nie mógł się pocieszyć po utracie branki i po wstydzie, jaki go spotkał. Kajkuł się na nim zemścił, Kajkuł go upokorzył i nie można było nawet skarżyć się na tę zemstę, imię wielkiego chana czyniło go nietykalnym.

Kiedy gwałtowny szelest, niby wlatującego ptaka, wyrwał go z zadumy, podniósł oczy i oniemiał. Ludmiła, w kwiecistym stroju, otulona złotym obłokiem, w blasku zachodzącego słońca, przypominała jakąś nieziemską istotę. Padła na kolana, podniosła związane ręce i zawołała mieszaniną wyrazów polskich, ruskich i tatarskich:

— Dobry człowieku, broń mnie! Kargan chce mnie zgubić, ma zamiar oddać mnie Kajkułowi!