Widząc jej spętane ręce, słysząc głos drgający rozpaczą, Ajdar wiedział, że nie jest to złudzenie, ale najprawdziwsza rzeczywistość, która przyprawiła go o zawrót głowy. Wyciągnął rękę nad jej głową.
— Uspokój się, biorę cię pod moją obronę, ciebie i kogo tylko zechcesz. Obronię cię, choćby mi przyszło zniszczyć i wyrżnąć pół świata.
Tymczasem Kargan, stanąwszy u wejścia do namiotu, wołał:
— Niech behadyr nie słucha tej niegodziwej dziewki! Ona mnie oszukała. Ona mnie okradła.
— Milcz, psie Ujgurze, i nie waż się przestąpić mego progu — zagrzmiał Ajdar. — Bardziej wierzę jej niż tobie. Każdy Ujgur to wąż.
Ludmiła wstała.
— Możesz mi wierzyć, panie, ten straszny człowiek chciał mnie sprzedać Kajkułowi.
Już po raz drugi imię Kajkuła obiło się o uszy Ajdara. Nagle zrozumiał, że tu będzie mógł nasycić nie tylko miłość, lecz i zemstę. Oczy zapałały mu ogniem i gniewem.
Kargan czuł, że zdobycz wyślizgnęła mu się z rąk. Wpadł w rozpacz; wszedł do namiotu behadyra i skradając się ku Ludmile wołał:
— Ależ ja muszę ją odebrać, ona mi uciekła!