— A bo widzicie, Duch Święty dał na to radę: ile ujmujemy dawnej mąki, tyle dosypujemy nowej. Tym sposobem nigdy jej nie zabraknie. Tak samo robimy z wonnościami świętej Magdaleny.
— Z jakimi wonnościami? Nic o tym nie wiem.
— Święta Magdalena nie wszystko wylała na nogi Zbawiciela. W amforze alabastrowej, na samym dnie, zostało jeszcze trochę olejku. Chrześcijanie azjatyccy przechowali go i oto my dzisiaj posiadamy tę świętość. Nie uwierzycie, moja pani, jaka to cudowna maść na rozmaite choroby, na rany czy inne bóle. — Uśmiechnął się i figlarnym okiem spojrzał na Ludmiłę.
Ale jej się śmiać nie chciało.
— Ach, Boże! — mówiła zatroskana. — Ile to my już lat bez sakramentów świętych! Ile to już razy w piątek nie przestrzegałyśmy postu!
— A cóż to za grzech? — odparł opryskliwie ksiądz. — Jaki to post w piątek? Rozumiem, post proroka Jonasza, trzydniowy na wiosnę, ten obowiązuje. Ale żeby w piątki nie można jeść mięsa? To stary europejski przesąd. Chyba wy nie tutejsze? — Popatrzył na niewiasty podejrzliwie, a gdy się dowiedział, skąd są, oświadczył stanowczo, że jeśli chcą bywać w domu bożym i korzystać z pomocy duchownych, muszą wyrzec się europejskich błędów i przystąpić uroczyście do kościoła nestoriańskiego, na co jest osobny obrządek, nowy chrzest, kosztujący od trzech bałyszów aż do ćwierć jaskotta, wedle zamożności.
Niewiasty spojrzały na siebie i uciekły przerażone.
Na Bajkale
W piękny letni poranek Ludmiła, wracając z bazaru, spotkała w ciasnej uliczce wielkiego dygnitarza. Podczas gdy ich orszaki usuwały się z drogi, by można się było wyminąć, stanęli oko w oko. Jeździec miał ubranie olśniewające, ale rysy szkaradne; przypominał buldoga. Ludmiła wzdrygnęła się i popędziła konia. Tej twarzy chyba nigdy nie zapomni. Był to Kajkuł, ten Kajkuł, który położył rękę na jej głowie, a potem na głowie Jasia. Nieopisane uczucie niepokoju dręczyło ją przez cały dzień.
Nazajutrz Ajdar został wezwany do wielkiego sędziego Mangussara, przed którym drżeli nawet Mongołowie. Zdziwił się niezmiernie, ale po chwili odetchnął z ulgą, przypomniawszy sobie, że jako terchan nie może podlegać żadnej karze. Pojechał z podniesionym czołem. Lecz gdy stanął przed sądem i ujrzał po drugiej stronie Kajkuła, zadrżał na myśl, że tu pewnie chodzi o Ludmiłę. Kajkuł, wysłany do Chin w celu ściągnięcia podatków, wrócił dopiero przed kilkoma dniami. Jego długa nieobecność uśpiła obawy, jakie z początku miał Ajdar. Teraz obaj nieprzyjaciele spojrzeli sobie w oczy, a szyderczy wzrok Kajkuła wyraźnie zapowiadał zemstę.