Mangussar, człek ogromny, o płaskiej, prawdziwie mongolskiej twarzy i małych okrutnych oczkach, zauważył tę wymianę spojrzeń, która wróżyła śmiertelną walkę. Zwrócił się do Ajdara:

— Behadyrze, jesteś oskarżony o zbrodnię. Kajkuł powiada, że zatrzymałeś zdobycz przeznaczoną dla wielkiego chana. Sam wybierał dla niego niewolnice, a wczoraj widział, jak jedna z nich jechała przez miasto bez żółtej zasłony i wchodziła do twego domu. Okazało się, że jest jedną z twoich żon. Cóż ty na to?

— Odpowiem prawdę. Ta niewolnica jest rzeczywiście moją żoną, ale oskarżenie Kajkuła spada na jego własną głowę. To on zatrzymał zdobycz przeznaczoną dla wielkiego chana! On ukradł tę niewolnicę i trzymając w ukryciu, przeznaczył ją dla siebie. Przerażona swym losem, uciekła do mego namiotu, pod moją opiekę. Cóż miałem robić? Oddać dworowi już nie mogłem, wyrwana spod żółtej zasłony nie była godna pańskich oczu. Zatrzymałem ją prawem zdobyczy i obrony. A teraz ja oskarżam Kajkuła: jest zbrodniarzem, niech zginie haniebnie!

Kajkuł otworzył osłupiałe oczy. Tyle razy oskarżał niewinnych i bawił się ich rozpaczą, a w tej chwili sam poznał to uczucie. Był rzeczywiście niewinny. Nawet mu do głowy nie przyszło, że Kargan chciał mu sprzedać brankę. Obaj nie wiedzieli o jej ucieczce, o jej powrocie, nie znali całej prawdy. Toteż obaj zarzucali sobie winę, przekonani o swej racji.

— Kłamiesz! — krzyknął Kajkuł. — Ja wykradłem ją dla siebie? Wielki sędzio! Bezczelność tego człowieka przechodzi wszelkie granice! Nakaż mu milczenie!

— Ciszej... ciszej... — odparł Mangussar. — Behadyr opowiada bardzo ciekawe rzeczy. Sprawa się wikła, nie taka ona prosta, jak ją przedstawiłeś.

— Ale gdzie dowód? Gdzież ja kryłem tę niewolnicę? Kto to widział?

— Kto widział? Kargan, twój ulubieniec! Trzymał ją w swoim namiocie.

— Chciałbym usłyszeć to z ust Kargana. Ciekaw jestem, czy Kargan ośmieli się przede mną to powtórzyć? Wielki sędzio, wezwij Kargana na świadka.

— Ja go zabiłem! — zagrzmiał Ajdar.