— Przecież ja u naszych królów bywałam na ucztach!
Ajdar nieznacznie wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć: „Cóż tam twoi królowie obok dworu chanów?”. Jednak nie wymówił tych słów. Nie chcąc ranić serca swojej gołąbki, od razu zmienił temat:
— Już w pierwszym dniu obrad zaszedł nieprzewidziany incydent — opowiadał Ajdar. — Wykreślono z liczby kandydatów małego Szyramuna, Ogotajowego wnuka. Nie pomogły gorzkie łzy matki ani rzewne przemowy jego przyjaciół. Uznano jednogłośnie, że ster wielkiego państwa potrzebuje koniecznie dojrzałej ręki. Teraz więc — ciągnął — pozostaje pytanie, czy książę Kujuk się utrzyma? Ja muszę głosować za nim, bo przysiągłem Ogotajowi. Gdyby nie ta przysięga, wolałbym syna księżnej Siurkukteni, która w małym paluszku ma więcej rozumu niż ta gęś Turakina w stu głowach perskich i tureckich.
— Księżna Siurkukteni jest chrześcijanką. Duch Święty daje jej mądrość. — Ludmiła dyplomatycznie zwróciła uwagę męża na sprawy wiary.
— Gdybym przypuszczał, że ta twoja wiara daje rozum i szczęście, to może... — wahał się Ajdar. Ale nie — dodał, wzdychając — chrześcijanie nie są mądrzejsi ani szczęśliwsi od nas, skoro się dali pobić... To najlepszy dowód! No, ale koniec z tym, lepiej pomyśl o stroju, chcę, byś wyglądała przepięknie i przyćmiła wszystkie chatuny.
Gołębie z domu
Ludmiła kazała sobie przynieść wszystkie szaty i kosztowności, aby je przejrzeć, niektóre z nich przymierzyć i stworzyć jakąś gustowną kompozycję.
Jej dom na kołach miał jedną sporą salkę i małą sień, do której wchodziło się od strony zaprzęgu. Komnata była wysłana bagdadzkim dywanem w szafirowe wzory, o włosie tak wysokim, że się uginał pod stopami. Ścianki, okryte malowaną pilśnią, od wewnątrz zostały wyłożone żółtym atłasem. Jakiś chiński tapicer ułożył go w misterne fałdy, a pod dachem udrapował półkoliste wachlarze. Przy ścianie stała niska sofa obłożona perskim kobiercem i wałkami, raz na zawsze przybita do podłogi. Nad sofą Ludmiła zawiesiła wizerunek Matki Boskiej. Była to bizantyjska robota. Ten śliczny pozłacany obrazek znalazła między łupami Ajdara i o dziwo, nikt jej go nie wydzierał z rąk. Na sofie tatarskie panie spędzały zazwyczaj nie tylko noce, ale i dnie. Ludmiła w czasie podróży też najczęściej korzystała z tego sprzętu, bo przy nieznośnym kołysaniu wszystkie nie przymocowane do podłogi przedmioty tańczyły i przewracały się jak na okręcie. Ale gdy tylko wozy stanęły na dłużej, wnet kazała wyjmować ze skrzyń rozmaite rzeczy i dekorowała pokój.
Teraz siedziała na dywanie, otoczona zwojami adamaszków, i otwierała szkatułki wypełnione po brzegi pękami zausznic, łańcuchów i sznurami pereł. Przy tym zajęciu zastała ją Elżbieta.
— Dobrze, Elżuniu, że jesteś. Mam dziś wyglądać jak chatuna — roześmiała się Ludmiła — tak chce mój małżonek. A ty zawsze każesz mi spełniać jego życzenia, więc musisz mi doradzić, co mam na siebie włożyć.