— To księżna Ogul-Gajmisz, pierwsza żona księcia Kujuka116. Jest dziś wesoła... — Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale się powstrzymał.
— A ta smutna, w sukni obszytej łabędzim puszkiem? Chyba płakała, bo ma czerwone oczy.
— O której mówisz? — dopytywał się mąż.
— Spójrz tam, siedzi na poduszkach i bawi się włosami chłopczyka.
— A, widzę! To księżna Ananda, matka biednego Szyramuna, który został skreślony z listy kandydatów na najwyższy urząd. Cóż robić! Tylko jednego można wybrać, więc wielu musi odejść z niczym.
Ludmiła nie mogła oderwać oczu od Anandy. Wśród dumnych i tryumfatorskich postaci ta jedna przyciągała ją swym nieszczęściem. Twarzyczka małego Szyramuna, smutna i znudzona, rozrzewniła ją i przywołała wspomnienia.
W tej chwili Turakina, przechodząc obok chłopca, twardą dłonią poklepała go po policzku i rzekła do matki:
— Nie becz tak ciągle nad nim, bo rozmazgaisz chłopaka. — I poszła dalej podśpiewując.
Ananda na widok rejentki nieco się podniosła i oddała formalny ukłon. Gdy tylko Turakina znikła jej z oczu, połami szaty zaczęła wycierać twarz dziecka, jakby chciała zetrzeć dotknięcie jej ręki. Potem puściła za nią długie, jadowite spojrzenie. Po chwili jednak złagodniała, nawet nieco się rozpogodziła. Podszedł do niej młodzieniec nadzwyczaj przystojny i urodziwy. Twarz miał tak rozumną, spojrzenie tak imperatorskie, że Ludmiła nie wytrzymała i znowu zapytała męża:
— Kim jest ten człowiek, który rozmawia z księżną Anandą?