— To jego ojciec, Matiasz Kulis — szeptano dokoła.

— Kto, ten stary?

— Tak, ja go znam, on moje drzewo spławiał. Całe życie biedę klepał, a teraz widzi syna w królewskich szatach. No, kto by pomyślał...

Nagle pochód stanął. Tryumfator wstrzymał konia i wodząc oczami po rzeszy, zapytał:

— A gdzież są te niewiasty, które nas ostrzegły? — Zaczęto szukać, pytać, ale nikt nie wiedział, co się z nimi stało. Wtedy włóczek spojrzał w niebo i dodał: — To chyba byli aniołowie, których Pan Bóg zesłał z cudownym ostrzeżeniem!

— A powiadajcież nam — zapytał jeden z rajców, chcąc zaspokoić ciekawość — jak wy zmocowali onego dowódcę tatarskiego? Boć to jednakoż nie lada zwycięstwo!

— Proszę dobrodziejów, sam nie wiem. Może dlatego, że ja zawdy modlę się do Najświętszej Panienki, to jakoś łacno mi poszło. Wyrwałem mu to oto młocisko i kropnąłem go raz i dwa, że już jeno zipnął. A ja go jeszcze raz po głowie i powiadam: Naści za moją matkę!

— Jak to za matkę?

— A... bo moją matusię Tatarzy wzięli do niewoli, jak ja był jeszcze dzieciak.

— Mój Boże! I wy już jej nigdy potem nie widzieli?