— Rodzony syn Dżyngis-chana, chan Ogotaj53.

— Osobliwe imię! Więc to Ogotaj sprowadził wojsko...

— Nie. A po co jemu się trudzić. Wojskami dowodzą młodsi, wnukowie Dżyngis-chana: Baty, Peta, Bajdar i jeszcze kilku innych, wszyscy wielcy behadyrowie, co już świat podbili. Wielki chan nie miesza się do wojny, siedzi sobie w stolicy, w Karakorum54.

— Gdzie? — dopytywała się Ludmiła.

— W Ka-ra-ko-rum.

— Ach, co to za nazwa!

— To ma znaczyć Czarny Gród.

— U nich wszystko czarne.

— Tak, Tatarzy kochają się w takich nazwach. Gdziekolwiek przejdą, wszędzie zostawiają „Czarne wody”, „Czarne lasy”, „Czarne szlaki”.

— Widocznie wiedzą, że przez nich po całym świecie rozchodzi się żałoba — stwierdziła Ludmiła i dopytywała się dalej. — A jak jest w tym Czarnym Grodzie? Czy ty tam kiedy byłeś?