— Mój Boże — jęknęła Ludmiła. — I Elżunia zamiast Jasia musi piastować takie straszydło.
Dotąd Wasynga rozumiał jej ciekawość. Nic dziwnego, mówił sobie, chce wiedzieć, pośród jakich ludzi przebywa jej przyjaciółka.
Ale przychodziły też pytania, które nie miały żadnego związku z losami Elżbiety: Jakie narody Tatarzy podbili? Czy są w ich kraju drogi? Czy jest handel? Niejednym zagadnieniem wprowadzała go w niesłychane zakłopotanie.
— Wytłumacz mi, dlaczego Ajdar ma cześć dla krzyża? Kiedy kapelan w Iłży podniósł go w górę, sama widziałam, jak Ajdar bił czołem, a potem całował krzyż z nabożeństwem.
— Tatarzy często całują krzyż. Taki u nich zwyczaj.
— Ale ci, którzy to robią, muszą być chyba chrześcijanami?
— Może... Jednak nie, chyba nie, bo modlą się także z szamanami. Ja, prosty człowiek, takich uczonych rzeczy nie rozumiem, ale to istotnie dziwne... Mówiono mi, że nawet sam wielki chan kilka razy do roku kłania się przed krzyżem.
— Co ty mówisz, Wasynga, ten straszliwy Dżyngis-chan52?
— A gdzież tam! Przecież Dżyngis-chan już dawno zmarł.
— A ja ciągle myślałam, że to on napadł na nasze ziemie. Więc któż teraz u Tatarów panuje?