— Co za perykulum dla morskiego człeka?
— Ale czy ona będzie chciała się tak zrezykować?
— Jeśli mnie miłuje, to się zrezykuje. Zawdy by ja rad, abyś ją wacpani mogła poświadomić1111, bo gdyby przyszło w samejże akcji dopiero parlamentować1112, toby my dużo czasu zmarnowali. Jeno nie wiem, czy ten dziad wacpanią drugi raz do niej dopuści?
— Ojoj! Czemu nie ma dopuścić? Jeszcze się ten nie urodził, co by mej wolej przeszkodził.
— Anioł z wacpani. Teraz tedy nic nie ostaje mi, jeno ucałować rączki naszej dobrodziki1113 z dziękowaniem setnym za jej łaskę i uciekać precz, bo mam jeszcze kupę roboty na głowie. Muszę po raz wtóry prosić oćca Celestyna, aby rankiem znów ze stułą czekał.
— Oj, to, to. Ksiądz przede wszystkim, kawalerze.
— Muszę sobie sprowadzić kilku zacnych kompanów, aby przy szlubie stanęli mi na świadki, muszę sobie sprokurować1114 instrumenta1115 do onej ekspedycji, przy tym koniki dla nas gdzieś tu w somsiedztwie1116 ulokować. Pozwolisz tedy wacpani, to ja się tu pod noc zakradnę. Przyjdzie też ze mną i mój pachołek Maciek.
— Maciek? Ach, byle nie Maciek! Znam ja go. Nieraz tu chadzał do mojej Fruzi, kiedy my tam siedzieli na beischlagu. Ten głuptasek wszystko waszmości popsowa.
— Co ma popsować? Muszę mieć przy sobie człowieka, żeby uprzątnął ślady ekspedycji. Na to nie trzeba Salomona. Jeno rzecz wyhisować1117 i dyrdem1118 za nami bieżeć. A wolę jego jak jenszego, bo to człek do mnie przywiązały i, co pryncypalne, Mazur. Trzeba wacpani wiedzieć, że nasza gałąź Koryckich wywodzi się z Mazurów. Dopiero nasz pradziad przesiedlił się pode Przemyśl1119 dla dwóch tłustych wsiów1120, co mu je tam nasza prababka wniosła. Tandem tedy my niby już przeflancowani1121. Wszelako natura zawdy ciągnie wilka do lasa1122 i ja zawdy lgnę do wszystkiego, co trąci Mazurem. Ale ja tu gadu-gadu, a czas ucieka i moja nieboga1123 czeka. Jeszcze raz nóżki całuję.
To powiedziawszy, już podążał ku wyjściu.