Nagle uderzył się w czoło.

— Aj! Znów difficultas1124! I to de grubis1125! Bramy miejskie całą noc zaparte1126! Jakoż my przejedziem? Tamtej nocy tom ja sobie skaptował1127 profosa1128 od straży przy Wysokiej Bramie, Pietra Koreywę. To mój dobry znajomek... ten miał nas cichaczem przepuścić. Ale dzisia jakże to będzie?

— Więc ten Koreywa nie każdej nocy wartuje?

— A nie. On tak na przekładkę. Raz dzień, raz noc. Dziś tam jest, ale jeno do jedynastej przedpółnocnej, a po hejnale obluzuje1129 go jenszy. Bóg wie, co za jeden.

— A to wiesz waszmość? Musisz się uładzić1130 przed hejnałem, dopóka ten tam jeszcze stoi.

— Rad by ja to uczynił, ale sobie rememoruj wacpani, że aż do dziesiątej, do stróżowego śpiewania, ulica jest pełna ludzi, na beischlagach gry i chorały. Nim się to wszystko uspokoi, to jeszcze upłynie sporo wody. Tak tedy ledwie niecała godzinka wolna się ostanie. To strasznie kuso1131 czasu. A wszelako co robić? Masz wacpani rację, trza się w tej godzince uładzić. Racz tedy wacpani dać pannie Hedwidze takowy ordynans, aby zaraz po „gaszeniu ognia” była w gotowości. Ja tandem lecę w świat.. Jeszcze raz całuję rączęta naszej złotej swatki.

— Z Panem Bogiem waszmość idź i bądź dobrej myśli, bom ja na to węzełek zawiązała, że się pobierzecie. A co Flora Korwiczkowa raz na facolecie swoim zadzierzgnie1132 i w sercu swym zadecyduje, to i będzie. Rzecz pewna jak amen w pacirzu1133.

VII. Miłość ma skrzydła

Już dziesiąta na zegarze,

idźcie do snu, gospodarze.