— Hej! Bramę otwierać! To ja, burgemeister Freimuth!
Na tak wszechwładny rozkaz ruch wielki powstał między strażnikami. Jedni biegli po klucze, inni wzięli się do spuszczania mostu; łańcuchy zaczęły w górze warczeć.
Przez tę chwilę oczekiwania burmistrz zagadnął dyszącego z niecierpliwości majstra:
— Dotąd wszystko łatwo. Ale teraz którędy waszeć myślisz bieżeć1228? Dróg tu co niemiara.
— Ja? — wybąknął tamten. — A juścić1229 na Nowe Ogrody.
— Co? Tak bez namysłu? Na oślep? A jak oni inną drogą pojachali?
— Już ja, keine gadanie, wiem, że nie inną, jeno tą.
— A to czemu?
— A gdzie by on ją chował, jak nie za fosami Władysławowa? I niech no raz tam wjadzie, to już po niej. Ale ja go dogonię! Odbiorę! Zabiję!
— Więc to człek rycerski?