— A kto by jenszy? To ten hultaj od Wodnej Armaty, co mi się w dom wkręcił, niby jej brat. Słuszny1230 brat! Psubrat1231!
— Słuchaj waszeć — mówił burmistrz głosem nagle zmienionym — jeśli to sprawa z rycerstwem jego królewskiej mości, to inaksza facjata1232 rzeczy. Puścić was puszczę za bramę, bom dał parol1233, ale pod kondycją1234...
— Co znów za kondycje? — ofuknął się majster z wielką złością.
— Nie fukaj mi tu waszeć, bo ja burgemeister, ja responduję1235 przed królem za to, co wy wszyscy wyrabiacie. Odbierz swoją pupilkę, to ci wolno — jeno nie wdawaj mi się w żadne zabijatyki1236, słyszysz waszeć? W żadne! Już i tak dosyć na nas krakają1237, że w Gdańsku wieczne tumulty1238 i bójki. Waszeć zrobisz burdę1239, a potem całe miasto będzie za nią skwierczało.
— To waszmość myślisz, co ten furiat ją odda bez bitwy, z pocałowaniem ręki? Nie znasz go waszmość, to diabeł nie człek!
— A niech sobie będzie i diabeł, jak was sześciu czy siedmiu nasiądzie na jednego, to żeby i Samson1240 — nie wytrzyma.
Rajca nic nie odrzekł, tylko gryzł wargi, a konia coraz mocniej przypierał do furty.
Burmistrz, niespokojny, obejrzał się na swoich ludzi.
— Słuchajcie! — rzekł. — Tamtego żywcem brać. Taki mój ordynans1241, żywcem!
— A kiedy by się chciał bronić, to co? — spytał starszy łowczy.