— A oto — rzekł, wskazując na młodego człowieka o posępnej twarzy, który stał pod oknem — oto mój Altgeselle235, człek tęgi236, Kornelius Storm. Z Ollendrów237 on, z narodu pracowitego. Będzie to kiedyś także Meister, jeno musi jeszcze dobrze fałdów przysiedzieć.
Kornelius pokłonił się, a potem powiedział:
— Herr Meister, była tu frajlein238 Hedwiga i pytała o pana majstra.
— Nic pilnego. Ta fryga239 musi co godzina cały dom obieżeć240. Niech sobie czeka. Teraz mam gościa, i to rarytnego241, takiego, co nie tylko na rzemieśle wojennym, ale i na wszelakim242 innym się zna.
Tak to nasz kawaler prędko potrafił zawojować pana rajcę.
Gdy wrócili do korytarza i zaczęli wchodzić na schody, Kazimierzowi błysnął znowu nad poręczą jakiś krążek biały, jakby kreza. Jednakże u wierzchu nie znalazł nikogo.
Rozkład wszystkich piąter był jednakowy: wszędzie tylko dwa, niezmiernie długie, przeciwległe sobie pokoje rozdzielone korytarzem, przez który przebijała się śruba schodowa. Korytarz taki, biegnąc w poprzek domu, nie mógł posiadać właściwych okien; czasem jednak na wspanialszych piętrach — jak tu na przykład — był nieco rozświecony przez otwory wycięte w wewnętrznych ścianach, a które od strony pokoju zasuwano wedle woli ruchomą deszczułką.
Na drugim piętrze, w komnacie od ulicy, stały znowu szafy ogromne, ale już skromniejsze, a w nich znowu krocie przedmiotów bursztynowych, ale już mniej kosztownych. I te jednak były prześliczne i Kazimierz zaczął już na dobre targować pewien kubeczek z godłami rycerskimi, co wedle słów jego: „przydałby się dla pana oćca243 jak ulał”. Przed końcem targu wszakże oświadczył, że „musi jeszcze wziąć na medytację244 i że tu grzech coś rezolwować245, dopóki się nie zlustrowało wszystkiego”.
Wrócili więc na korytarz, gdzie kupiec sam wskazał drzwi przeciwne, mówiąc:
— To mój Schlafzimmer246.