— Oho! Abo to tylko w tej szafie? I abo to tylko w tej komorze? Ja na każdym sztoku227 mam izbę pełną tego i cały strych takoż pełen.
— Nie może być! Nie uwierzę, chyba że obaczę. Pokaż mi waszeć wszystko bez ekscepcyji228. Ja już może nigdy tu w Gdańsku nie będę, to niechże per omnia tempora 229napasę nos i oczy tą pachnącą ambrą230.
— Ano, czemu nie? Jeśli Herr231 oficyjer ciekaw, to pójdziem232 na górę. Będzie w czym wybierać.
Tu gospodarz zdjął ze ściany klucze i, otworzywszy drzwi komnaty, wypuścił naprzód Kazimierza, który wyszedł, tryumfując w duszy.
„Aha! Postawił ja ci na swoim. Jak poczniem233 cały dom lustrować, toć przecie nam się ta biała myszka nie wyśliźnie”.
Zaraz w korytarzu widząc owe drzwi, z których posępny młodzieniec wskazywał mu drogę, pan Kazimierz zapytał:
— A tu co? Takoż skarbczyk?
— Nie, to warsztat.
I kupiec otworzył drzwi do izby wąskiej a głębokiej: rozciągała się ona ponad kuchnią i dwa jej okna również wychodziły na mroczny dziedzińczyk. Ściany były nagie, pod ścianami ciągnęły się stoły z prostych desek. Przy stołach pracowały zamorusane chłopaki.
— Oni — mówił kupiec — obrabiają z grubego; ja dopiero potem biorę do forszneidunku234.