Wszyscy ich dosiadali, zapytując:
— A co z tym zabitym zrobić?
— Nic — odparł, machnąwszy ręką łowczy. — Nie będę ja się onym trupem chwalił w mieście. Niech tu go sobie kto chce najdzie1264 i co chce sobie myśli. Abo to mało ludzi ginie po różnych gościńcach? Jeśli przyjdzie do świadkowania przed sądem, to powiem bez ogródki1265, kto tutaj nabroił. Wszystko się na waści skrupi1266. Ale sam umywam ręce od całej tej historii. My tutaj nic nie zawinili.
— Tak, tak, my nic nie zawinili — powtarzały gromadne głosy.
— A z tym wszystkim nasłucham ja się od pana burgemeistra, oj, nasłucham! Boże mój! Licho mię tu przyniesło1267...
Tak utyskując, łowczy odjechał sfrasowany1268. Wszyscy odjechali w milczeniu.
Kornelius ruszył ostatni. Jeszcze nawet kilka razy przystanął i obracał głowę za siebie, aby nasycić oczy widokiem swojej zemsty. Potem nagle skoczył w bok z gościńca, spiął konia i wszystkich wyprzedzając, bocznymi dróżkami puścił się ku miastu.
A sztywne ciało Kazimierza, z twarzą nieruchomie1269 zwróconą ku niebu, zostało na tym pobojowisku samotne jakby na pustyni.
Tylko chmury czarno podarte przesuwały się nad nim jakby płaczki wiejące długimi kirami1270 — tylko księżyc przypatrywał mu się swoim okiem okrągłym od podziwu i przerażenia — tylko wicher jęczał nad nim przeciągle i z jękiem tym przeleciawszy pola, uderzał na morze, chwiał okrętami stojącymi w Puckiej Zatoce, targał ich liny i flagi, aż marynarze wpół zbudzeni przewracali się na twardych deskach, żegnali się znakiem krzyża i mówili:
— Jak też ten wiater1271 osobliwszo1272 zawodzi! Richtig1273 tak, jakby nad kim desperował1274.