— Ano, jak to czysty „maciek”. Za długo by mi gadać. Zgoła musiały my go z Fruzią bez całą noc w domu kryć. Świtem tedy dopadł konia i pojachał, bo chciałam, aby chocia tego biednego trupa ktoś przecie po chrześcijańsku zebrał i pochował, Owóż jedzie, jedzie, a onego trupa nigdzie ani na oczy. Tak dojachał aż do samej Oliwy. Tam dopiero nalazł pana, alić nie w trumnie, jeno w celi oćca Błażeja na czyściutkim łożu. Koło niego oćcowie cystersy i różne panowie oficyjery.

— A skąd oni już się zwiedzieli?

— To były dobre znajomki pana Kazimierza; on ich zaprosił jeszcze wczora do Oliwy na świadków swojego szlubu, a potem na asystencję1327, bo chciał cię z taką eskortą zawieźć do Władysławowa. Oni tedy czekali na was w nocy u zakrystyjana1328. Czekają, czekają, nie widać nikogo. Bierze ich impacjencja1329, wychodzą na drogę, nasłuchują, czy kto nie jedzie. Aż i jedzie, a nawet pędzi, leci. Patrzą: koń pana Kazimierza, ale cóż? Sam, bez jeźdźca leci rozhukany jak wariat. Ledwie go potrafili przyłapać i zaraz pomyśleli, co musiała z wami stać się jakaś fatalność1330. Siedli tedy na koń wszyscy, wzięli chłopów ze somsiedztwa, wzięli też i nosze, co są w klasztornym szpitaliku; jadą tedy ku miastu, a nasłuchują, czy się kto gdzie nie bije, a patrzą, czy gdzie nie ma zwłoków1331. Aż patrzą, a tu na drodze leży pan Kazimierz zastrzelon1332. Im takoż się zdało, że to już na śmierć. A wszelako jak zaczęli go wodą pstrykać, a na noszach układać, tak ten w jęk. Tedy obaczyli, że dusza jeszcze się kołacze. Bez całą drogę to jęczał, to znowu mglał1333, aż rankiem są w Oliwie. A tam właśnie świece na ołtarzu już się palą, a ociec Celestyn kładzie stułę, aby wam dawać szlub. A tu pana młodego wnoszą jakoby na marach1334. Tedy lamentują. Ale ociec Błażej to wielki medyk; ten wziął pana Kazimierza do swojej komórki, a tam jak zaczął obmywać, obmacywać i świdrować, tak i wyjął oną paskudną kulę.

— Co? Wyjął! I ona go tam wewnątrz nie popsowała1335?

— Trocha, wszelako nie na śmierć, bo nie poszła durch1336 bez piersi, jeno jakoś boczkiem, tak co między żebrami gdzieś utknęła. Ociec Błażej powieda, co wszystko w nim całe, jeno się tam trocha krwie natoczyło i boi się jakowejś inflamacji1337, ale powieda, niech jeno chory spokojnie poleży miesiączek abo dwa, to potem pójdzie do szlubu zdrów jak rydz.

— Ach, miesiączek abo dwa! Toż wieki! A jak przyjdzie owa inflamacja?

— E... nie przyjdzie, ale na to, aby nie przyszła, trza choremu — jako mówi ociec Błażej — wielkiego silentium1338 i wesołej myśli. Nie pozwala nawet, aby go ruszono z łoża. My tedy z panem oberszterem uradzili tak, że on ostanie się w klasztorze, ale że to będzie wielki sekret i że będzie poczytan1339 za umarłego. My będziemy po nim płakały i oficyjery będą płakały1340.

— Czemu to ma być sekret?

— Bo jakby pan Schultz wiedział, że on żyw, toby ciebie zamknął nie tu w tej komorze, ale w jakowym lochu abo jeszcze by co tchu sprowadził ministra1341 i jutro przez gwałt cię wziął za żonę.

— Jak to? Więc on jeszcze chce mię za żonę? A toż to człek bez nijakiej hambicji1342. Żeby tak ode mnie kawaler precz uciekał, to ja bym już sto razy powiedziała: „Bierz cię licho!”