— Ale waszmość pani miałaś i rodzoną córkę?

Starościna po raz pierwszy spojrzała na niego uważnie.

— A!... Waszmość to wiesz? Tak... miałam rodzoną... i nie mam!

— Dawno to pani starościna ją straciła?

— Piętnaście lat temu. Już całe piętnaście lat!

— Aha... to właśnie, jakom myślał...

— Jak to? Coś waszmość myślał?...

I strzeliła ku niemu przenikliwym spojrzeniem.

Ale pan Kazimierz przygryzł sobie usta i ciągnął dalej:

— Nic... Jam sobie myślał, jaka to ta dzieweczka musiała być jeszcze młoda.