— Co to młoda? Mój Boże, to było niemowlę. Roczek miała, niecały roczek...

— I takie maleństwo Pan Bóg zabrał?

— Nie Pan Bóg zabrał, jeno ludzie zabrali. Tatary ją uwiezły1466 w jasyr... Tylko pomyśl waszmość, takie niewiniątko, taka śliczność, to wpadło w ręce tych szkaradnych okrutników. I to w pogaństwie się chowa! Plugawie żyć musi! Ja o tym piętnaście lat myślę dzień i noc, dzień i noc i już też z tego do połowy się obróciłam w kamień.

— Och! Ja rozumiem takowe utrapienie, bo, czy uwierzysz waszmość pani, i ja w onym strasznym roku jeszcze jako małe chłopię byłem zabran w jasyr...

— Czy może być?

— I to z małą siostrzyczką, która nigdy się nie odnalazła.

— Nigdy? Ach, to najczęściej tak bywa.

— Niekoniecznie. Oto mnie odnalazły rodzice1467. I waszmość pani jeszcze kiedy odnajdziesz.

Starościna przez chwilę nic nie odpowiadała, tylko dwie łzy zaczęły spływać po dwóch bruzdach wyoranych już płaczem na jej twarzy.

Pan Kazimierz odwrócił oczy, skręcił się na ławie i pytał: