— Ale jakoż to waszmość państwa dosięgła ta dezolacja? Tatary pono nigdy jeszcze nie zapędziły się aż tutaj?
— A!... Bo też to porobiła się istna fatalność. Ja waszmości opowiem!
Tu starościna przestała patrzeć w ulicę lipową i porwana przedmiotem, który widocznie nad wszystkim innym górował w jej duszy, poczęła mówić z żywością:
— To było tak. Ja wonczas wybrałam się do mojej pani matki, co mieszkała daleko za Lwowem...
— Do pani podkomorzyny Strusiowej?
— A! Waszmość i to wiesz? Tak, właśnie. Owóż tedy tam Pan Bóg dał mi szczęśliwie córeczkę, oną biedną Marysię...
— Aha! Więc jej było Maria.
— Marianna, Marysia. Potem długo przyszło mi leżeć w chorowaniu... Ze mnie zawdy była stękliwa cherlaczka1468. Już taki boży dopust. A chciało mi się wracać, bo tu doma ostał się Władek, starszy o całkie dziesięć lat od Marysi. Musiałam ostawić go wedle uczenia przy mądrych preceptorach1469. Aż tu donoszą mi, że Władek zachorował. Wtedy już ani mię utrzymać. Jachałam tedy co tchu do tej tu Dobrowoli, a Marysię ostawiłam u pani matki, bo z takim subtelnym dzieciątkiem ciężko było pędzić, a i pani matce ciężko było pozbywać się Marysi, jako to zawdy starsze ludzie mają swoje delicje we wnuczętach. Panno Najświętsza! Żeby ja była wiedziała1470, byłabym je obiedwie1471 tu wiozła i wszyscy by my dziś jeszcze razem żyli... Zastałam tedy Władka w gorączce dosyć złośliwej, ze wrzodkami, jako to zwyczajnie u dzieci. Siedzę przy nim kilka niedziel, już chłopak zaczyna mi otrzeźwiać, a tu przychodzą wieści jak pioruny, jedna po drugiej. Naprzód, że Tatarzy pokazali się za Lwowem; potem, że pan hetman ciągnie na nich; potem, że mój mąż ranion pod Martynowem; potem, że orda była pono i w tych stronach, gdzie pani matka mieszka. Czekam, pytam, rachuję momenta1472; żadnego posłańca z listem, jeno wieści coraz okropniejsze. Już nie mogłam wytrzymać, jadę. Nasamprzód przyjeżdżam do pani matki. O Boże, co znajduję? Dwór zrabowan, wsie spalone, ludzie zabrane1473 w jasyr. Powoli złażą się niedobitki, mówią mi, że panią matkę... okropność powiedzieć... zabili! Najokrutniej zamordowali! A Marysię razem z chłopskimi dziećmi na wozach uprowadzili precz. Jakem stała i słuchała, tak już w oną godzinę zaczęło mi nogi odejmować. A tu znów ludzie mówią, że hetman odbił cały jasyr, że dzieci kupami odstawia do Lwowa, że tam na rynku są, że rodzice je poznawają1474, że tam dzieją się istne cuda...
— Działy się, działy cuda — podchwycił pan Kazimierz. — I jam tam był, i mnie tam swoi poznali...
— Ach, czemuż ja nieszczęsna wcześniej tam nie byłam? Ale to tak daleko z Dobrowoli! A i nie zaraz ja stąd wyjachałam, bo wieści latały sprzeczliwe1475, a potem szukałam pani matki, tak że kiedy przypędziłam do Lwowa, to na rynku już nie było ani jednego dziecka. Wszystkie porozbierali ludzie, porozwozili Bóg wie gdzie. Chodziłam, szukałam, czego to matka nie wyrabia? Kto jeno wziął wonczas jaką sierotkę, to musiał mi ją pokazać. Wpadałam do ludzi jak wariatka, wszędzie się pytam: „Nie widzieli wy takiej gładziuchnej dzieciny z niebieskimi oczkami, ze złotymi włoskami, w niebieskiej sukienczynie ze złotą forbotką1476?” (Bo tak ją zawdy przybierałam). Gdzie tam! I nie, i nie! Sto i tysiąc dzieweczek przepatrzyłam, żadna nie moja Marysia! Na koniec i szukać już gdzie nie było, i nadzieje zaczęły wątleć. Wszyscy mi gadali, jako pewnie poganie głodem zamorzyli to nieboże abo i zarznęli w popłochu, bo najdywano w pogoni wielką moc zarzniętych, które oni woleli zakłuć niżeli żywcem porzucić. Takowy to diabelski naród. Ach, Panno Najświętsza! Tak tedy powoli przyszło wracać doma bez Marysi jako z najcięższego pogrzebu. Po drodze jeszcze raz niby coś dobrego błysnęło; w jednej chałupie pod lasem jest — powiedają ludzie — jakowaś dziewczynina odbita od pogan. Tedy wchodzę tam: czysta prawda. Była tam chłopka, biedna wdowa, co poszła sama zaraz na pobojowisko dla szukania własnych dzieci i znalazła je (szczęśliwa niewiasta!) i jeszcze z litości wzięła trzecie dziecko, straszliwie porąbane bez tatarskie szable. Patrzę: nie moje, nawet nijak do Marysi niepodobne. Wszelako żal mi się zrobiło tej sierotki na słomie, z raną jedną kole ramiączka, z drugą tu, na boku. Powiedziałam sobie tak: zmiłuj ty się nad tą dzieciną, to tam i nad twoją zmiłują się jakie dobre ludzie i Pan Bóg może zmiłuje się nad tobą, i kiedyś jeszcze Marysię ci wróci. Uczyniłam tedy na tę intencję takie votum1477, że tę sierotkę jak własną wychowam, wyuczę i wyposażę czy do klasztora, czy za męża. Potem wzięłam ją od onej wdowy, co sama ledwie mogła z dziećmi się wyżywić, i jachałam doma. To już choroba jęła mię piłować, aż po sam pas przepiłowała. Bo jeno pomyśl waszmość: matkę mi zakatowali, dziecko mi przepadło, mąż z okrutnych ran zamarł, jak tu mdłe1478 ciało wytrzyma tyle biczów? A z tym wszystkim jeszcze było za co Panu Jezusowi dziękować; synaczek rósł pięknie, a z onej sierotki miałam siła1479 pociechy, bo to i wykurowała mi się galantnie1480, i chowała się na łebską dziewczynę; a jak mię sparalitykowało, takem obaczyła dopiero, jaka w niej poćciwość1481: służy mi bez te wszystkie lata iście jak rodzona. Przylgłam1482 też do niej całą duszą i Władek takoż przylgnął; nie dziwota, chowało to się razem, to i umiłowało się po gołębiemu. Co prawda, mogłam ci ja planować dla mojego jedynaka i znaczne jakie wiano, i wysokie parantele1483. Jenom sobie mówiła: niech będzie, jako Pan Bóg uplanuje. Nie zaraz ja też i dowierzałam onym pisklęcym sentymentom; ale Władek jeździł i raz, i dwa pod chorągiew i bił się, i świata kęs obieżał, a zawdy wracał wierny swojej sierotce i ona też na żadnego inszego ni patrzyć nie chciała. Tak tedy pobłogosławiłam i teraz, w tej minucie, ksiądz ich błogosławi, a ja mogę sobie powiedzieć, że moje votum ukończone: wychowałam, wychuchałam, za własnego syna wydałam, cóż ja już mogę więcej zrobić? Nieprawdaż, panie kawalerze?