— Prawda, imci pani dobrodziko, i mnie się wydawa1484, że jeśliby kiedyś Pan Bóg chciał panią dobrodzikę rekompensować1485, to chyba właśnie dziś, w ten dzień, co koronuje fortunnie jej traktat z Panem Bogiem uczyniony.

— I czy uwierzysz waszmość? — dodała starościna, wodząc oczami dziwnie rozmarzonymi. — Jest jeden symptomat1486 osobliwy... tak po ludzku rzecz biorąc, to wszelka nadzieja wygląda na czyste głupstwo, boć piętnaście lat bez wieści, bez nijakiego śladu, w co tu jeszcze dufać1487? A jednakoż bez te wszystkie lata zawdym ja sobie myśliła1488: „Wszystko w mocy boskiej”. A już co dziś, to ciągle coś mi w piersiach gada: „Obaczysz, Pan Bóg cię wysłucha”.

— I wysłuchał!

Te dwa słowa rzucił pan Kazimierz, ale rzucił je nieśmiało, głosem przytłumionym, tak że starościna, nie dowierzając własnym uszom, zapytała:

— Co waszmość powiedasz? Nie rozumiem.

Wtedy pan Kazimierz wstał, ujął jej dłoń w swoje ręce i wymówił głosem już stanowczym:

— Powiedam, że Pan Bóg wysłuchał. Córka pani starościny żywa jest.

Zaledwie tych słów domówił, już ich pożałował. Stało się to, co z lękiem przewidywał. Twarz starościny zmartwiała, rysy jej przykro się wydłużyły, oczy stanęły kołem, usta otwarte do wykrzyku pozostały niemymi. Domownicy rzucili się ku niej, odpychając pana Kazimierza i fukając na niego:

— Coś waszmość nagadał? Coś narobił? Patrz! Jakoż to można bez preparacji1489 takie nowiny ciskać?

A marszałek, tłukąc o ganek laską, mówił: