Zaraz też mężczyźni rozbiegli się po domu, ci dla nawoływania służby, tamci dla zbierania podróżnych manatków. Niewiasty obsiadły starościnę i cieszyły ją wesołymi nadziejami. Tylko panny popłakiwały po kątach z żalu, że je ominie cała noc tańców i zabawy, a zwłaszcza owe oczepiny1671, przy których niejedna obiecywała sobie, że poszuka szczęśliwej wróżby i pierwsza skoczy do zydla opróżnionego przez Krysię.
Ale Krysia w tej chwili czym innym była zajęta. Skinęła na brata. Po krótkiej naradzie przeszli do alkierza1672, dobyli z kantorka inkaust1673, pióra, papier i pan Kazimierz machnął list do ojca. List był króciuchny i bezładny, ale ognisty jak dusza piszącego. Uwiadamiał on w nim tylko z uniesieniem o cudownym odnalezieniu Krysi, a następnie składał prośby tak od córki, jak od pani starościny, aby pan miecznik raczył zjechać do nich co najprędzej, bo Krysia nie może teraz odstąpić swojej chorej dobrodziejki, a chciałaby tej godziny paść do nóg ojcowskich. O sobie mało wspomniał, przepraszał tylko, że nie jedzie naprzeciw dobrodzieja, gdyż musi pędem wracać do Gdańska, gdzie ma się rozstrzygnąć całe jego szczęście.
Ze swoim grubym i zamaszystym pismem pan Kazimierz prędko doleciał do końca drugiej stronicy. Wtedy Krysia, czytająca przez jego ramię, ozwała się:
— Dosyć, dosyć, panie bracie. Ostawcież i dla mnie kęsek miejsca, niechże i ja wypiszę moje submisje1674 i nowe molestacje1675 o rychłe, da Bóg, zjachanie do nas. Ach, jak pomyślę, że mam obaczyć oćca rodzonego, to aż mi w piersiach coś kołacze! Jeszcze waszmość wypisz na wierzchu, i to długo, i szeroko, gdzie jest owa Czarnorudka. A jak oświtnie, zaraz całe to pisanie oddam panu rękodajnemu. On z panią starościną bywał ongi w tamtych stroniech1676, a przy tym z niego taki mądral, że co chce i kogo chce, choćby pod ziemią, wynajdzie. Skończone, dobrze? No, teraz jeszcze raz się uściskajmy, a potem na łeb na szyję lećcie po tę biedną Marysię. Już ja dosyć długo zabierałam w tym domu jej miejsce, niechże i ona dostanie swój talerz łakoci.
Już też na gwałt przywoływano pana Kazimierza. Wyrwał się z objęć siostry, skoczył do czeladni.
— Maciek! Siodłać konie! Jadę do Gdańska i ty siadaj co duchu1677!
Maciek, zajadający właśnie doskonałe naleśniki z powidłami, usta miał pełne słodyczy, serce zaś pełne tej nadziei, że całą noc weselną przepije, a cały dzień następny prześpi rozkosznie w dostatnim starościńskim domu.
Na wieść tak niespodzianą mało się nie zadławił przysmakiem i z najwyższym podziwem wybełkotał przeciągle:
— Ju-u-u-z?
— A już, już. I ty, Maćku, już nie będziesz beczał, jeno zawdy będziesz się śmiał, bo czy wiesz, co ci powiem? Nasza Krysia się znalazła i familia panny Hedwigi się znalazła, i wszystko się fortuni1678, a wszystko to przez ciebie, Maćku, przez to, żeś onej liny nie wyhisował. Niech cię Pan Bóg błogosławi za twoje mazgajstwo.