— A może i wcześniej? Taki siarczysty kawaler gotów i w to utrafić.

— E! Co też to wasza dostojność gada? Chybaby go jakowy święty wskrzesił, a skąd tu wziąć świętego jeszcze w takowym mieście, gdzie tyle plugastwa heretyckiego?

Kuba mówił to najspokojniej, ale nagle... oczy jego w słup stanęły, usta pozostały otwarte i głęboki wykrzyk z nich się wydarł. W tej chwili bowiem złotowłosy młodzieniec na bok nieco ustąpił i poza nim ukazała się postać imci pana Kazimierza Koryckiego.

Grubasek uległ tak wielkiemu wzruszeniu, że chwyciwszy za poręcz jednego z bliskich ganków, przysiadł na kamiennej kuli cały drżący, jakby zimnica1698 nim trzęsła.

— A widzisz?! — zawołał jeden ze stojących, kiwając mu palcem przed oczami. — Widzisz, jakowy to afekt u tego kawalera, kiedy nawet spod ziemi wrócił, ażeby salwować swoją pannę.

— A juści — szepnął Grubasek. — Dyć1699 on! Jak Boga kocham, zmartwychwstały! I nawet nie znać, jako w ziemi leżał. Jeno kruszynę przybledniejszy.

Podczas gdy Kuba dziwił się, jakim sposobem ten zabity wyszedł z trumny taki zdrów i strojny, młodzi ludzie, wziąwszy między siebie nieboszczyka, z wielkimi śmiechami przeszli na drugą stronę ulicy, wstąpili na ganek Bursztynowego Domu i już jeden z nich bił kołatką, a jeszcze pan burmistrz powtarzał błękitnookiemu:

— Jeno suplikuję1700, abyś waszmość mitygował rankory1701, bo ja bym rad wszystko spacyfikować1702. Nasz Herr1703 Schultz nie taki bies, jak go malują. Polityką z nim wszystko nadrobi.

— Ano, obaczym, co dziad powie. I ja by rad pacifice1704 zakończyć, jeno wżdy niech nam się Niemiec okoniem nie stawi, bo juści krew nie woda.

W tej chwili Mina, odsunąwszy rygiel, wychyliła swoją twarz wiecznie spłoszoną. Ale widok pana Freimutha ją rozjaśnił.