— Nie boj-sa1696, Grubasek — odparł ze śmiechem burmistrz. — Już dziś ja sam się z panem Schultzem rozprawię.
Tu jeden ze stojących, piękny młodzieniec o błękitnych oczach i złocistym wąsie, zapytał:
— I wy, mój człeczku, sami widzieli, jak ona panienka tamtędy wyleciała?
— Ja sam nie widział, jenom od tej liny mało żywota nie postradał, a com widział, to jako pan Schultz tę panienkę z powrotem tu wnosił, to mglała a krzyczała, jakoby ta biedna wariatka, za to, co jej zabili onego kawalira, co my po nim tak okrutnie płakali.
— A! Płakali wy po nim?
— Och i jak! Boć to był takowy siarczysty kawalir, że do dziś, co jest w Gdańsku pannów, to wszystkie po nim łzy lejom.
— No, a z tamtą panienką co się potem działo?
— Tego ja nie wiem, bo już od onego dnia pan Schultz ją trzyma w karceresie1697, że jej ludzkie oko nie widziało.
— A to chyba ten jej kawaler gotów zmartwychwstać, aby ją z takowej opresji wydobyć.
— Adyć zmartwychwstanie on, jeno za późno, bo aż na Sądny Dzień.