— A panna Hedwiga co na to mówi? — zapytał złotowąsy młodzieniec. — Czy chce takiego starego dziada? Czy już nie płacze po tamtym kawalerze, co to ją wykradał?
— Płacze ci ona i precz się zarzeka: „Nie!” i „Nie!” Aleć to jeno dziecinne gadanie, boć1712 kiedy tamten nieżyw, to i co jej po nim? I dlatego że jej kawalera zabili, to już ma na cały żywot ostać się bez męża? I jeszcze kiedy taki personat i bogacz jak nasz pan Meister chce jej uczynić ten onor? Namówim ją, namówim — a nie, to na rękach zaniesiem do kościoła.
— No, no, babo, nie pleć, jeno pokazuj drogę! — krzyknął błękitnooki, a obejrzawszy się na drugich1713, dodał:
— Jako widzę, w sam czas my tu zjachali. Żeby tak jutro, toby tu była tragedia.
Mina znów przestraszona brzękiem szabel i groźnymi spojrzeniami, nic już nie odpowiedziała, tylko biegła przodem po krętych schodach, gdzie nogi jej się plątały w niedoplecionych wieńcach. Stanąwszy na pierwszym piętrze, rozwarła drzwi, przez które kolejno zaczęli wchodzić nowo przybyli, najprzód burmistrz, potem błękitnooki, potem siedmiu młodzieńców, jeden od drugiego świetniejszy i dorodniejszy, na koniec... zjawił się gość ostatni, który dotąd trzymając się za drugim, pozostawał niewidzialnym dla Miny. Teraz na jego widok zmartwiała. Plecami przytłoczyła się do ściany, sama blada jak ściana, i szepnęła:
— Co to? Upiór? W biały dzień? Panie Jezusie, zmiłuj się nad nami!
Pan Kazimierz, posłyszawszy te słowa, tknięty młodzieńczą pustotą1714, zwrócił się nieco ku Minie, kłapnął zębami, jak zwykły czynić upiory, i z cicha jęknął niby mara.
Po czym wsunąwszy się do komnaty, stanął nie tylko za plecami drugich, ale i za wysterkającym1715 piecem, tak że pan Meister nie mógł go wcale widzieć.
Za to nieszczęsna kobiecina widziała go ciągle i, nie spuszczając zeń przerażonych oczu, stała jak żona Lota1716, z głową pół obróconą, w słup zastygła.
Pan Johann Schultz siedział, jak zawsze, przy swoim robotnym stole, pomiędzy mnóstwem drobnych naczyń i misternych narzędzi. Ale na ten raz narzędzia leżały bezczynnie. Pan majster miał rozłożony przed sobą swój cudowny sztuciec1717 i z rozlubowaniem właściwym człowiekowi, co jutro ma być „panem młodym”, wpatrywał się w zachwycający posążek Wenery.