Na te słowa, mimo poważnego nastroju, powstały w komnacie wielkie śmiechy. Sam pan majster uśmiechnął się i odrzekł:
— Nie upiór, jeno niedobitek. No, nie rozdziawiaj próżno gęby, jeno ruszaj duchem na drugi trep i proś, aby przyszły tu obiedwie: i Frau, i frajlein.
Mina znów osłupiała z podziwienia.
— Proszę majstra, tedy frajleinie już wolno wyjść z izby?
— Co tu gadać? Powiedz jej, że ja każę, aby tu przyszła. I Frau także.
Mina rozradowana pobiegła na górę.
Ale pomiędzy młodymi ludźmi coraz niespokojniejsze krążyły pytania:
— Co to będzie?
— Ej! Źle się skończy.
Po chwili jeden z nich, czupurny pan Dederko, przystąpił do majstra i zagaił: