— I toć prawda. Panna Hedwiga nie byłaby odszukała1763 swojej familii, a i ja nie byłbym odszukał mojej siostry. Bo trza wiedzieć waszeci, że w tej całej cudownej miszkulancji1764 odnalazła się i nasza Krysia.

Tu pan rotmistrz oraz jego towarzysze wmieszali swoje głosy do rozmowy i zaczęli na wyścigi opowiadać, jako to pan Kazimierz stanął w Dobrowoli właśnie podczas wesela pana starościca, przy czym się pokazało, że małżonka tegoż jest właśnie ową zatraconą1765 Krysią. Hedwiga, słuchając tych wiadomości, składała ręce w zachwycie, a pan rajca od wielkiego zdumienia zapomniał nawet o szyderstwie i z dobrodusznym uśmiechem powtarzał:

Herr Gott! A to jakbyś słuchał niańczynego bajania. No... tylko w tym kraju podobne rzeczy mogą się porobić.

Gdy tak w najlepsze rozprawiano, wszedł do komnaty Kornelius nie domyślający się wcale, jak ważne wypadki w niej zachodzą. Zdziwił się tylko trochę, że pan Schultz ma na raz tylu i tak świetnych kundmanów1766. Przystąpił więc na palcach i szepnął:

Herr Meister, ten Melchior, co to rozwieszał kobierce, nasmarował taki rachunek, że nie wiem, co robić.

Pan majster spojrzał na niego filuternie1767.

— A rób sobie, co chcesz. Nie myślę ja żałować geldu1768 w taki dzień fortunny, kiedy tu same wesela. Patrz: oto ja się żenię z tą zacną damą, a znowu z frajleiną żeni się ten oficyjer nieboszczyk.

Tu wskazał na młodą parę, która była wpółukryta poza cieniem olbrzymiej szafy, i zaczął po swojemu się uśmiechać.

Ale Kornelius nie śmiał się bynajmniej. Na widok pana Kazimierza skamieniał, a twarz jego wyrażała tak niezmierną złość i nienawiść, że i pana Schultza odeszła ochota do żartów.

Pan Kazimierz spojrzał pogardliwie.