— Czeladniczku mój — rzekł — pamiętaj, coć powiem: nie twoja rzecz wojenne rzemiosło, pilnuj twego fartucha i obcęgów, a nie wdawaj się z rycerskim człekiem, bo choćbyś go jak tradytor1769 z tyłu zaszedł, to jeszcze go, mizeraku, nie potrafisz zmóc.

Kornelius pod obelgą tych słów pozieleniał.

A tymczasem pomiędzy młodzieńcami szerzył się szmer groźny:

— A! To ten Judasz? Ten Ollender heretyk? Dawać go tu, niech go przepłazujem...

Tylko pan Władysław był odmiennego zdania.

— Mości panowie, dajcie pokój. Żeby tak na mieście, to i owszem — ale tu, w tym domu, wobec białej płci1770, nie pozwolę...

Kornelius, czując zbierającą się nad nim burzę, przystąpił do pana rajcy i wyjąkał:

Herr Meister... u nas w Amsterdamie...

— Aha, już wiem, co chcesz powiedzieć. U was w Amsterdamie ludzie raz zabici już więcej nie wstają?

— Nie, Herr Meister, ja nie to chciałem powiedzieć, jeno to, że w Amsterdamie jest porządnemu człowiekowi lepiej niż w tym przeklętym Dantzigu. Głupstwo zrobiłem, żem opuścił moje dobre miasto! Herr Meister, dziękuję za służbę, dziś jeszcze wyjadę i już noga moja u was nie postanie.