— Powiedz mi, wacpanna, ile tobie latek?

— Na siedemnasty311.

Uderzył się w czoło, szepnął:

— Owóż tedy, nie!

Po czym rękę jej przycisnął do piersi i znowuż owinął ją spojrzeniem, ale na ten raz już ognistym.

W tej chwili załopotało po schodach ciężkie zstępowanie pana majstra. Panienka furknęła do kuchni. Kazimierz zaś raz jeszcze przeciągnął ręką po czole i szepnął:

— Nie, to nie Krysia. Krysia miała cztery lata, jak nas wzięli, toby już teraz miała kole312 dwudziestki. A może ta dziewka kłamie? Ej, chyba nie. Młodziusie to. Ja bym na oko i piętnastki jej nie dał. A przy tym i włos jenszy, i buzia. Tamta była kieby Cyganeczka. Ach nie, to nie Krysia. Już ona nigdy się nie najdzie313!

I westchnął.

Jednak smętność nie przylegała na długo do jego zuchowatej duszy. Więc zaraz się uśmiechnął i dokończył:

— Że nie siostra, to nie. Ale staremu się nie przyznam. Niech sobie myśli, że siostra. Łacniej314 mnie będzie w domu cierpiał. I ona łacniej przyjdzie do konfidencji.