Nie podobało mu się to spojrzenie i odpowiedział na nie wzrokiem pełnym wzgardy, która wyraźnie mówiła:

„A ty jakiś mizerny czeladniku, co tobie do mnie, porucznika jego królewskiej mości?”

Hedwiga, wciąż trzymając ręce złożone, zapytała:

— I waszmość masz rodzice? Oćca? Matkę?

— Ach, matki już nie. Ale pan ociec żyw380.

Przez ten czas gospodarz nalewał piwo do kufli. Jeden dla gościa, drugi dla siebie, trzeci podał Korneliusowi.

— No, teraz — rzekł — kiedyś już wasza miłość ze mną zatrinkował381, raczże nam powiedzieć, jak mamy waszmość tytułować?

— A prawda! — odrzekł, śmiejąc się młodzieniec. — Jam zapomniał się sprezentować382 z godności, a waszecina dyskrecja wielce, jak widzę, cierpliwa. Owóż tedy jestem Kazimierz Korycki herbu Prus Primo.

Po twarzy pana rajcy przeleciał maleńki cień rozczarowania. Zapewnie spodziewał się jakiegoś słynniejszego nazwiska.

Ale Hedwiga powtarzała z radością: