— Co to za miecznik? — spytał majster.

— Ano mój ociec. Tedy powiem wiernie panu oćcu, a juści on będzie wiedział najlepiej, czy Krysia miała takowe przyodzianie i czy nosiła szkaplirzyk, co jest u dziecka rzecz niebywała i może stanąć za404 „lico”. Tedy wacpaństwu napiszę, co pan ociec powiedział, a może i sam przywiozę tę odpowieść. Nie miał ci ja już, co prawda, tu powracać, ale dla panny siostry warto jachać i do morza, i nawet za morza.

— Rozumnieś wasza miłość zakonkludował405. Tedy, Hedwich, nie masz tu już co robić. Odnieś ten sepecik do Miny i ostań406 się tam w kuchni, a dopilnuj dla mnie kolacji.

Ale pan Kazimierz okrzyknął się gwałtownie:

— A nie róbże mi waszeć tak okrutnej krzywdy! Wszak ci ja wciąż gadam, jako jutro jadę, niechże dzisia jeszcze nacieszę się panną siostrą.

Hedwiga także, składając ręce, mówiła z przymileniem:

— Ach, dobrodzieju! Tam w kuchni takowy skwar! Jużem ja do kolacji wszyściutko wydysponowała. Pozwól mi tu ostać...

Majster w końcu przystał, choć niechętnie.

— Ha no, to już i ostań, jeno weźże się do roboty, abyś nie siedziała jako ten szyld malowany, co to mówi: „A patrzajcież407 na mnie!”

Panienka, ucieszona, pobiegła do sieni, skąd wytoczyła na ganek leciuchny, misternie rzeźbiony kołowrotek, a Kornelius przyniósł dla niej zydelek408 z białego jaworowego drzewa; śliczny to był sprzęcik: na trzech skośnych, kręconych nóżkach, miał deszczułkę z brzegiem wyrzynanym w liście jakby wianek, a z tyłu oparcie wąskie w obsadzie, coraz szersze w górze, całe wzorzysto pokłute w przezrocza, niby wachlarz ze słoniowej kości.