Pan Kazimierz, patrząc na te ubiorki, pomyślał sobie:

„No, już teraz wiem dokumentnie396, jako to nie jest Krysia, a to dla dwóch racji397. Pierwsza racja, że Krysia nigdy by w to nie była wlazła, kiedy już miała w one czasy kole czterech latek. Druga racja, że w naszym szaraczkowym domu nigdy takowych luksusów nie znano. Pani matka sama nie nosiła nijakich forbotów398, ni białych, ni złotych, a jeszcze by miała dzieciaki nimi pstrzyć? A toć by jej pan ociec, Boże odpuść, był na skórce forboty wydeseniował. Nie, to nie Krysia, i basta”.

Jednakże pan Kazimierz nie zdradził się z żadnym z tych spostrzeżeń i ani zmrużył oczu, gdy pan rajca, wytrząsając sukienkę, mówił:

— Zbrukana ci ona i nie dziw, przeszła bez399 łapy tatarskie i bez rynki leopolskie, aleć zawdy widno, jako to z pańskiego domu dziecko, z takiego jak waszmościny, nieprawdaż?

Zagadnięty wywinął się uwagą:

— Ale jakożeś to wacpanna robiła, aby się zmieścić w takowy łątkowy przyodziewek?

A gdy Hedwiga zapytała:

— Powiedz mi waszmość, czy ta siostrzyczka była wonczas taka malutka jak i ja? A może wasza miłość sobie przypomnisz, czy miała takowy przyodziewek?

Odpowiedział wymijająco:

— Juścić400, że mała była, to wiem. Ale czy miała takową sukienkę, tego ja wiedzieć nie mogę. Takie kuse401 chłopię, jakom ja był wonczas, nie baczy402 na żadne białogłowskie ochędóstwa403, jeno za batem i konikiem się ugania. Ale ja powiem wacpaństwu tak: jutro wracam doma. Tedy opowiem wszystko panu miecznikowi...