— O! Niceś waszmość nie mówił425. To i oni poszli w on jasyr?

— Nie. Oni, jako starsze, już byli żakami u księży we Lwowie. To ich salwowało. Tedy potem jeden poszedł pod chorągiew426 pancerną427, a drugi do haltylierów428. Tedy ja widzę, że już mi wzięli i ziemię, i ogień, tedy proszę się pana oćca, aby mi dał iść na wodę, bo to wonczas wszyscy gadali, co to będzie za flota, jakiej świat nie widział, i że król buduje ono warowne miejsce Władysławów429. Jam zawdy miłował awantury i takem sobie myślał: „Niech jeno dostanę się na morze, będzie ich w bród”. Pan ociec długo się wzbraniał, aż mię i odpuścił tutaj. Najprzód więc jachałem na okręciech430 kupieckich; było się tam i siam, widziało się świata kawał, ale awantur mało. Tedy przystałem do Wodnej Armaty. A tu jeszcze gorzej. O batalie niełacno, jeśli się trafi, to jak ślepej kurze ziarno, a służba żmudna i sroga. Już ja tedy myślał wrócić pod flagę kupiecką i jachać do Indiów431 albo do Ameryki za onym panem Arciszewskim432, co tyle o nim gadania, aż tu przychodzi wiadomość, że starszy brat zginął w potrzebie, a w rok później znowu wiadomość: drugi brat ubity — a tu pan ociec pisze do mnie: „Wracajże, mój ty beniaminie433, boś mi już jeden ostał się na świecie. Służ, jako chcesz, jeno już na lądzie, abyś choć czasami przyjachał do mnie i w gospodarce był mi sukursem434”. Jakoż to nie posłuchać oćca, staruszka samotnego? Wszystkich potracił, naprzód oną Krysię, potem panią matkę, potem dwóch starszych, już nikogo nie ma, jeno mnie.

— I gdzież waszmość się zaciągniesz, do pancernych?

— Owóż nie. Na wodzie człek odwykł od konia, lepiej mi pójść do infanterii435. Hetman Zamoyski436 zawdy kawalerów tak namawiał i gadał, jako to teraz największa siła będzie w infanterzach. Tak to różnie ja się już przegryzował437 przez życie i, jako widzę, jeszcze przyjdzie przegryzować się na inny manier, a zawdy awantur mało, chyba to może ja dzisia na nią się natknął, daj Boże szczęśliwie.

W tej chwili pan majster, który już sobie nalewał trzeci kufel piwa, chciał i gościowi napełnić szklenicę, ale spostrzegł, że jest ledwie troszkę napoczęta.

— O! — zawołał ze zgorszeniem. — Jaki to waszmość niełaskaw na mój Bier438. A paradny Bier, keine gadanie, paradny. Czy nieprawda?

Pan Kazimierz zakłopotany odpowiedział:

— Ano tak... dobry... jeno my na wodzie skąpo zażywamy piwa... to człek i nie przywykł.

Gdy kończył te słowa, Hedwiga się zerwała jakby wicher i wpadłszy do sieni, drzwi za sobą zaparła439.

— Co się stało? — zapytał pan Kazimierz.