— Powiem wacpannie, cud świata. Jam zawsze kochał się w poetusach461. A już na wodzie to najlepsza konsolacja462. Bo to na okręciech nudno: ni podwiki463, ni pląsów, dzień jeden jako i drugi. Jak człek dorwie się niektórego464 woluminu465, to i dziesięć razy w kółko czyta. Owóż ja tak onego Flisa zwertowałem, co go prawie całkiego mam w głowie. Szkoda, że wacpaństwo nie czytali, tam jest i o Gdańsku. Jeden z naszych oficyjerów przywiózł tę książczynę z Warszawy, to nieraz, bywało, wieczorami siedzimy na pokładzie, a szczęki nam od ziewania trzeszczą, alić466 jak on zacznie nam owe wiersze dyktować, a my wszyscy chorusem467 powtarzamy, tak i wieczór zleci, jakoby z bicza trzasł.
— I co on tam — pytała Hedwiga — może pisać o takowym mizernym robaczku?
— Chcesz wacpanna, to zaśpiewam!
— A mój Boże! Toż dopiero będzie nam uciecha!
— A może na ulicy nie uchodzi?
— Aleć owszem — nalegał majster. — My tu sobie nieraz na beischlagach takie wyprawiamy chorały, jakoby we zborze468.
— Owóż słuchajcie, wacpaństwo! Ja to zawdy śpiewam tak, jako się śpiewa stara pieśń: „Przeciwne chmury słońce nam zakryły...”469, bo tak sam autor pisze na tytule: „Chceszli — powieda — możesz śpiewać Flisa na tę notę470 jako one Przeciwne chmury”. Szkoda, co nie ma lutniej471, to służy na podpórkę dla gardła, jak czekanik dla ręki. Ha no, jakoś to będzie.
Tu, przetarłszy czoło dla przywołania wyrazów do pamięci, zanucił głosem bardzo pięknym, pełnym filuternych472 zwrotów:
Jest ryba trefna473, rzeczona474 Nautilus475,
A od niektórych nazwana Pompilus476,