Potem wróciła do kołowrotka. Robota jednak szła niesporo, kółko co chwila stawało, prządka wolała zasłuchiwać się w rozmowie gościa.

Ten, ująwszy kielich, wzniósł „zdrowie panny siostry”, pokosztował i mówił:

— Ono zdrowie chciałbym duszkiem wypić, aleć — jako widzę — nie godzi się takowego nektaru łykać bez konsyderacji454. Wyborność.

I powoli popijał, a pijąc, przyglądał się ciekawie naczyniom.

— Co też tu u waszeci precjozów!

— A mam ci tego trocha, bom zawdy adorował455 wszelakie meisterstücki. Ten kielich to pamięta króla Zygmunta Augusta456. Nalewka przyszła mi z miasta italskiego Firency457, gdzie są wielkie majstry-złotniki. A ta skorupa na konfekty458 — patrz jeno waszmość, co tu kolorów lata w oczach: i purpura, i lazur, i złote płatki — to jest morski rarytas, Nautilus459.

— Przebóg! Nautilus, o którym jam się tyle naśpiewał! — zawołał pan Kazimierz. — A dajże go tu, panie konsulu, niechże mu się naprzypatrowam. Jam go zawdy był taki ciekaw, żem już nieraz chciał jachać na morza greckie albo indyjańskie, aby tę bestię obaczyć.

— A co to waszmość śpiewasz o tym ślimaku? — pytała Hedwiga.

— To, co imć pan Klonowicz460 o nim pisze w swoim Flisie. Znasz wacpan tę książkę? Nie? A wacpanna?

— I ja nie znam, jeno pani Flora mi gadała nieraz o takowej pieśni, co ma być Flis. I ucieszne to?