— Czy widzisz wacpanna ten potroisty559 kołnierz, co wisi temu kawalerowi do pasa niby trzy maluśkie białe płaszczyki? To najnowsze kawalerskie noszenie560.
— Widzę. O, jakież to trefne561! Jakoby melszpeis562, co się nie udał i oklapł.
— A tak, toteż to się nazywa „kołnierz z konfuzją563”, niby tak się skonfundował, że, jak wacpanna z figielkami powiedasz, oklapł.
I śmieli się do rozpuku z tą pustotą564 młodości, co tylko sobie szuka pierwszej lepszej przyczyny do śmiechu.
— O, dlaboga! — wołał znów pan Kazimierz. — Cóż to za flotylla ciągnie ku nam?
— To żona i córki tego grubego van der Herna, co ma pono aż dziesięć okrętów.
Osoby, jakim się przyglądali, były spowinięte niderlandzkim huikenem, czyli długim welonem tworzącym rodzaj płaszcza, który się przytwierdzał na wierzchu głowy pod maleńkim kapelusikiem; kapelusik ten niby grzyb wywrócony wystrzelał w górę sporym prątkiem565, który się zakończał grubą kulą puchu. Ponieważ ta czubata moda panowała przeważnie w hanzeatyckich566 miastach, często więc owym prątkom nadawano wyraźny kształt rudelków567, a wtedy kapelusik zsuwano tak silnie na przód głowy, że ów rudel sterczał ze środka czoła i groził oczom przechodzących. Widok takich dam czubatych (les dames huppées568) nas by dziś niesłychanie zdumiał i rozśmieszył; Kazimierz i Hedwiga widując ich mnóstwo co dzień — ledwie czasem na nie zwracali uwagę. Trafił się jednak i taki przystrój, który zdumiał pana Kazimierza.
— A to co za jedne?! — zawołał. — Czego to sobie one tak zakryły gębę?
Mówiąc to, wskazywał dwie nadchodzące bardzo zgrabne damy, które miały głowę i stan spowinięte w koronkowe kaptury, w rękach okrągłe wachlarze z piór puszystych, a na twarzy czarne aksamitne półmaski.
— To przyjezdne — objaśniała Hedwiga. — Pono z angielskiego kraju. Tamtejsze białogłowy strasznie są bójne569 o swoją skórę, tedy, jak za dom idą, zara nadziewają maszkarki570, zimą na to, żeby ich mróz nie szczypał, latem, aby ich słońce nie smoliło.