Właśnie też Kazimierz nadchodził, spojrzał z dumnym uśmiechem po współzawodnikach i wyprowadził ją na środek sali, gdzie kilkanaście par już stawało do sarabandowych zalotów.

Cudny ten taniec hiszpański, wprowadzony do Paryża przez tancerkę Zarabandę870 (która mu też i nazwę zostawiła), stał wtedy u zenitu swojej wziętości. Pary szykowały się do niego we dwa rzędy, mężczyźni po jednej stronie, a kobiety po drugiej, ale każda para była tylko sobą zajęta, między każdą z nich odgrywał się osobny dramacik miłosny, pełen dworskiego wykwintu i godności; przebieg jego był dość powolny, w tempie dosadnie wybijanym, i można twierdzić, że pozostał wspaniałym pierwowzorem, z którego menuet871 później się urodził, a raczej wyrodził, bo gdy sarabanda była tylko czułą, menuet stał się czułostkowym.

Pan Kazimierz zaczynał taniec z myślą — jak sam powiedział — zwarzoną przez ostatnie słowa pani Flory. Tak mało mieć czasu na wykonanie tak wielkiego zamiaru to prawdziwa feralność872! Ale po chwili wrodzone junactwo zapanowało w nim nad wszelką troską i powiedział sobie:

„A może właśnie lepiej tak? Dość już onego politykowania. Raz trza ruszyć z kopyta i pokazać się konkierantem”.

Wkrótce też urok niemego dramatu, pieszczotliwość muzyki rozkołysanej, a zwłaszcza wdzięk istoty, co się przed nim przesuwała jak senne zjawisko, wprowadziły go w takie upojenie, że co chwila zapominał uczonych873 zwrotów tańca, płonął, rwał się, byłby chciał chwycić ją w objęcia i uciec z nią na jaką pustynię. Tymczasem przynajmniej słodkimi słowy czynił sobie folgę874. Powolność ruchów i niejakie w nich przestanki pozwalały na częstą, choć rwaną rozmowę. I tak przy pierwszym ukłonie zapytał:

— Na jaką to pamiątkę wacpanna zawdy się odziewasz w niebieskość i białość? Czy dlatego, że z nieba zeszłaś i że konserwujesz875 niewinność aniołów Pańskich?

Hedwiga, ująwszy suknie w obie ręce i oddawszy mu wzajemny ukłon, odpowiadała:

— Nie, proszę waszmości. To na pamiątkę onych szatek, co mię w nich poganie zabrali. To były ostatnie szatki, w jakie mnie moja matka przyodziała, i kiedy takowe noszę, to mi się wydawa876, jakobym jeszcze pełniła rozkazanie877 mojej świętej matki.

Tu żywsze zwroty przerwały rozmowę. I znowu, w chwili gdy podawał jej rękę, tancerz nagle przystanął, jak gdyby olśniony, oczy sobie drugą ręką przysłonił i spytał:

— W jakiej to kryniczce878 wacpanna się mywasz?