Ona, obiegłszy go dokoła, położyła paluszek na ustach i odrzekła:

— A! To mój sekret.

A znów on, ścigając ją kolisto, wedle figury tańca, pochylił przed nią kolano i, patrząc błagalnie, mówił:

— Zmiłujże się, o panno mego serca, nad mymi oczyma, boć ja oślepnę od glancu879 twojej urody.

Ona wykręciła się na końcu stopy i odparła figlarnie:

— A kto waszmości każe patrzeć?

— Kto? Kto?... — powtarzał kilka razy i pytanie to przeciągnął aż do chwili, w której ostatnia figura taneczna pozwoliła mu ręką przesłać jej od ust pocałunek, naonczas880 dopiero dał odpowiedź:

— Kto mi kazał? A któż, jeśli nie ten bożek, co sam na oczach nosi bindę881, a ludzkie oczy otwiera na to, co jest godne jeno bogów?

Tu smyczki, uciąwszy codę882, zagłuszyły wszelką rozmowę. Kazimierz po zakończeniu tańca podał jej znowu rękę, odprowadził ją na ławeczkę pod filar i stanąwszy tuż obok, mówił głosem przyciszonym a drżącym od wzruszenia:

— Bożek to maluśki, ale srogi. Puścił mi tu w piersi taką haniebną strzałę, że ja z niej muszę umierać, jeśli wacpanna mię nie wykurujesz.