— Nie turbuj się waszmość, Pan Bóg czasem słabej białogłowie da wiktorię tam, gdzie kawalerskie miecze się zwijały, jak to widzimy z onej nabożnej Judyt949.

— Usieczże mi wacpanna pijaka Holofernesa, bardzo proszę — odparł z bladym uśmiechem. Widoczną jednak rzeczą było, że do żartów tylko się przymusza, a w duszy nierad jest jej postanowieniu. W tej chwili pani Flora przystąpiła do nich, śmiejąc się na całe swoje puszyste gardziołko.

— Udało mi się! — wołała. — Jak Boga kocham, udało się! Poprosiłam socjuszów950 pana oficyjera, aby wywiedli na kunsztyczek951 tego Murzyna Korneliusa, co nas tu szpiegował jak Turczynki w szaraju952, i wywiedli go, jak Boga kocham, wywiedli! Teraz możemy się bawić tak, co to hulaj dusza!

— Więc to wacpani koncept953? — podjęła Hedwiga. — Niechże Pan Bóg wacpanią nagrodzi, boć od tych jego złych oczu to dalibóg można zachorować. Ale... na Boga żywego! Wszak ci on ma klucz? Jakże my powrócim?

— Wyciągną mu i klucz, wyciągną! Czego to nie potrafią panowie oficyjery? — mówiła z uciechą pani Flora i w szczerym śmiechu pokazywała dwa rzędy wiewiórczych ząbków i byłaby długo mówiła jeszcze, ale naraz dziesięciu mężczyzn, młodych i starych, ładnych i nieładnych, przybiegło, aby prosić ją w taniec; wybrała najładniejszego i puściła się z nim w kuranta, gdzie umiała zataczać owe sławne esy, przed których kometową hiperbolą954 inne pary, wystraszone, musiały co żywo pierzchać.

Pan Kazimierz także puścił się z Hedwigą, ale wciąż był chmurny, nic a nic nie mówił i, tańcując, przeszywał ją wzrokiem pełnym takich czułych wyrzutów, że w jej głowie myśli się mieszały, a w piersiach serce od żalu zamierało.

Dobrze już po północy nastąpiła przerwa, po niej zaś na koniec dawno już upragniony cel wielu oczekiwań, tak zwany taniec wianków albo taniec panieński, mężatki bowiem nie brały w nim udziału; wdowy mogły się do panien przyłączyć, chociaż — prawdę mówiąc — stateczni ludzie nie bardzo im to pochwalali. W domu, gdzie podobny taniec miał być wykonany, robiono już naprzód ilość wianków odpowiadającą liczbie panien. I tutaj Magistrat kazał upleść całe stosy kwiecistych wieńców, co pora letnia wielce ułatwiała. Mężczyźni stanęli pod ścianami, muzykanci zagrali coś dziwnie słodkiego. Panny wychodzą parami, każda w jednym ręku niesie wianek, drugą ręką trzyma dłoń towarzyszki; obchodzą salę dokoła, skromnie, ze spuszczonymi oczyma; z wolna jednak rytm się ożywia, pary się rozrywają, coraz to któraś z tancerek wyfrunie na środek sali; tam w uczonych955 łańcuchach i kręgach tworzą wzorzyste figury taneczne, zaczynają z uśmieszkiem spoglądać po widzach. Nagle wszystkie stanęły; każda podobna do posągu greckiej bogini Victorii956 trzyma wieniec nad głową; tak stąpa ku widzowi, którego wybrała, podaje mu wianek i w taniec zaprasza. Wybrany jedną ręką bierze kwiaty, drugą za dłoń leciuchno ujmuje tancerkę i wszyscy idą w jeden pląs posuwisty, wpół pasterski, a wpół rycerski.

Takie oddawanie wieńców (podobne dzisiejszemu wybieraniu kawalerów przez damy w mazurze) było zazwyczaj przyjmowane przez mężczyzn jako przelotna towarzyska uprzejmość, ale pan Kazimierz dzisiaj przyjął tę rzecz inaczej. Kiedy Hedwiga, wesoła i rozbawiona, podbiegła ku niemu i z uśmiechem podała mu kwiaty, on wziął je bez uśmiechu i rzekł uroczyście:

— A więc wacpanna oddajesz mi swój wieniec? Biorę go i przed Bogiem przysięgam ci wierność. Ale i ty takoż mi przysięgnij.

Zmieszana niespodziewanym zagadnieniem, podchwycona i jakby ubezwładniona czarem jego woli, sama prawie nie wiedziała, jak się to stało, ale złożyła ręce i wyrzekła: