A już też nic bardziej nie doprowadza do zniecierpliwienia, jak ta niesłychana mnogość obrazów nudnych i niepotrzebnych, które trzeba przełykać dla doczekania się kilku chwil ciekawych. Dopiero wtedy zdziwiony widz dostrzega, że dziewięć dziesiątych życia ludzkiego schodzi na spaniu, rozbieraniu się i ubieraniu, jedzeniu i marudzeniu. Ach! a to nieszczęśliwe sprzątanie pokojów, jakże mi się dało we znaki! Co rano, niechybnie, chmury kurzu zalegają pokój, wysoka szczotka miga przed zwierciadłem. Ten taniec szczotek w końcu mię już doprawdy tak drażnił, jakby jaki sabat czarownic; napatrzyłem się tego sprzętu w różnych wiekach i krajach, różnych wielkości i gatunków; byłbym się chętnie obszedł bez podobnego studium, ale cóż? Zwierciadło ani pyta, nie daruje ani minuty.

W tym ostatnim ustępie pan Cezary złośliwie zwracał się do mojej towarzyszki, jakby uznawał, że taniec szczotek wkracza we właściwą jej sferę. Poczciwa dama, nie podejrzywając złośliwości, śmiała się dobrodusznie, a on ciągnął dalej:

— Wszystkie te nudne dodatki starałem się mijać jak najprędzej. Za to każdy ciekawszy wypadek, nawet każdy nieznany szczegół umeblowania lub kostiumu podlegał najsumienniejszym badaniom i najczęściej na poczekaniu bywał spisywany.

— Proszę pana — przerwała pani Marta — zamiast męczyć się nad opisami, czy nie można było od razu tych scen fotografować?

— Uwaga pani bardzo trafna, cóż, kiedy w owym czasie fotografia właściwa jeszcze nie istniała, dopiero dagerotyp54 wchodził w modę. Później, w lat wiele później, wpadliśmy na ten sam co i pani pomysł, mam całe album fotografii zdjętych ze świata już nie istniejącego.

— Ach, jakież to ciekawe! — zawołałyśmy obie.

— Bardzo. Przy innej sposobności może je pokażę. Teraz wracam do epoki, w której musiałem się zadowalać opisywaniem, czasem dodałem rysuneczek od ręki. Nagromadziły się materiały ogromne; nie sądźcie, panie, aby ta jedna księga wszystko zamykała; mam pięć takich in foliów niejako stenografowanych przed zwierciadłem; w tym tomie jest już tylko treść z nich wyciągnięta. Wówczas też to porobiłem owe niezliczone wypisy z dzieł greckich, rzymskich i wschodnich; wprawdzie robiłem je dosyć smutno, wiedziałem, że jeszcze mi tej pracy nie wolno zużytkować, ale podtrzymywała mię nadzieja, że Hallucini kiedyś przecie przypuści mię do tajemnicy, a wtedy moje studia, połączone z jego własnymi, byłyby od razu utworzyły dzieło prawdziwie pomnikowe.

— Jak to? — zawołała pani Marta. — Pan ciągle miałeś pod ręką machinę cudotwórczą i nie doszedłeś jej sekretu?

— Wszak pani masz zegarek, co dzień go nakręcasz własną ręką, a jednak czyżbyś potrafiła zrobić drugi?

— To prawda.