— I dlaczegóż — zagadnęła pani Marta — ukrywali rzecz tak nieszkodliwą a dla nauki użyteczną? Cóż im z tego ukrywania przyszło?
— Bardzo wiele. Najprzód aureola nadprzyrodzonej potęgi, potem zysk pieniężny. Weźmy nawet prostych kuglarzy, na czymże zależy ich powodzenie? Na znajomości różnych drobnych sekrecików, których całą wartość stanowi tajemnica. Gdyby publiczność raz się ich dowiedziała, nikt by już nie chciał patrzeć ani, co gorsza, płacić za wejście do sali. Tak samo z sekretem zwierciadlanym; gdyby raz go wprowadzono w dziedzinę poważnej nauki, stałby się własnością wszystkich, każdy mógłby sobie wywoływać przeszłość, odkrywać rzeczy ukryte, a wtedy już po całej magii! Dopóki zaś spoczywa tylko w ręku wybranych jednostek, cóż to dla nich za olbrzymie pole do wyzyskiwania ludzkiej ciekawości, namiętności i uczuć! Od wieków, po wszystkich krajach zawsze słychać było o guślarzach, czarownicach, znachorach, co umieli odnajdywać rzeczy zaginione, odkrywać tajemnice familijne i polityczne, pokazywać na żywe oczy nieboszczyków. Te wszystkie podania uchodzą dziś u ludzi naukowych za baśnie, a jednak stare książki tak są nimi przepełnione, tak solennie i urzędownie je stwierdzają, że człowiek rozsądny pyta w końcu: czy podobna, aby całe wieki dały się oszukiwać? Otóż wynalazek zwierciadlany pokazuje, że to wcale nie były oszukaństwa ani czcze fantasmagorie, dziś widzimy, że można odnajdywać rzeczy zaginione, jak Hallucini odnalazł testament, że można pokazywać nieboszczyków, jak Hallucini pokazał mi opiekuna i tylu innych, że można podpatrzyć tysiąc tajemnic, których znajomość pozornie wygląda na czary...
Tak, moje panie, czarów nie ma, a raczej wszystkie czary są, ale wszystkie dadzą się wytłumaczyć środkami czysto przyrodzonymi. Toteż ludzie prawdziwie rozumni, ludzie genialni o niczym nie śmieją ostatecznie wątpić. Mędrek w swojej pysze kręci głową i mówi: Ponieważ nie rozumiem, jakim sposobem to się mogło zrobić, więc nie mogło się zrobić. Stój, mędrku! Świat się nie kończy na tobie. Czego ty ani twój wiek nie rozumiecie, to może dla innych wieków stanie się tak jasnym i powszednim, że każdy żak będzie to pojmował. O! człowiek wyższy bywa zawsze pokornym; w granicach swojej wiedzy rozbiera73 i sądzi, ale poza tymi granicami zawiesza sąd i czeka. Taki na przykład Goethe, który przecież należy do najtrzeźwiejszych myślicieli, i który pół życia poświęcił naukom przyrodniczym, z jakąż on oględnością, z jakim uszanowaniem wyraża się, ile razy przyjdzie mu potrącić o magię...
— No, proszę pana — przerwała pani Marta — on przecie wiersze pisał, to jemu wszystko wolno.
— Tak, pani; ale w tych wierszach, w tej poezji czujemy wyraźnie, że czary nie są przedstawione jako proste zmyślenia; czujemy, że poeta do pewnego stopnia sam w nie wierzy i tym najwięcej nas oczarowywa74. Nie próżno on do swego Fausta naczytał się tylu ksiąg magicznych; umysł tak wielki nie mógł przeoczyć prawd, co się tam kryją pod rebusami i alegoriami; jako wieszcz prawdziwy umiał zgadywać sens ukryty, nie wypowiedziane dopowiedzieć, a nawet zdaje mi się, że więcej wiedział, niż powiedział... On i zwierciadlanej zagadki się domyślał...
— Skądże to pan wnosisz? — zapytałam niepomału zdziwiona.
— Z kilku obrazów zawartych w Fauście, w tej przepaścistej księdze, o której sam Goethe mówił, że ludzie będą musieli dużo się namordować, nim odgadną wszystkie sekreta75, jakie tam pozamykał. Otóż najprzód, w jaskini u Czarownicy, podczas kiedy Mefistofeles przyrządza ze starą wiedźmą napój odmładzający, Faust zatrzymuje się przed wiszącym na boku zwierciadłem i spostrzega w nim postać kobiecą; ta postać go zachwyca, przykuwa, ta postać jest dla niego pierwszym objawieniem piękności i miłości, owego das ewig Weibliche76, co go kiedyś ma zbawić. A jednak w jaskini oprócz ohydnej czarownicy nie ma żadnej innej kobiety; jest to więc odbicie istoty, co dawniej się w nim przejrzała, Małgorzaty czy Heleny, w każdym razie odbicie przechowane. I uważajcie, panie, że kiedy autor do innych scen magicznych używa tylu zaklęć, formuł i ceremonii, tu wszystko odbywa się po prostu, bez żadnych wywoływań ani dziwactw; ta to właśnie cudowna prostota dowodzi, że Goethe uważał widzenia w zwierciadłach za zjawisko czysto naukowe. Albo w drugiej części Fausta, czy nie jeszcze wyraźniejszy dowód? Karawana bożków morskich, Trytonów i Nereid, wyprawia się na zdobycie Kabirów, tych bóstw tajemniczych, o których jeszcze Homer mówi jako o największym z misteriów, bóstw niepojętych dla samych nawet bogów, a których ludzkie oko nigdy nie oglądało. I oto wracają z wyprawy, i wiozą tryumfalnie, ale co? Nie samych Kabirów, bo tych nigdy nikt nie zdobędzie, wiozą tylko zwierciadło z płyty szylkretowej, w której Kabiry się przejrzały, wiozą odbicie ich postaci, jedyny sposób, w jaki ludzie i niższe duchy mogą widzieć tych niewidzialnych. A co? Więc Goethe wiedział, że przedmiot, raz odbity w zwierciedle, nie ginie, ale w nim zostaje.
Tu miałam ochotę wtrącić niejedną uwagę; pan Cezary nie dał mi dojść do słowa, zapalając się coraz mocniej, zawołał:
— A Mickiewicz? On jeszcze wyraźniej, a jeżeli nie wyraźniej, to jeszcze głębiej niż Goethe określił tajemnicę, o której mówimy. I nie mogło być inaczej; on także należał do tych wszystkowiedzących, co pod nagłym światłem natchnienia czytają w księdze wewnętrznej. Każdy z nas nosi w duszy taką księgę wiedzy pierwotnej, ale prawie nikt nie domyśla się, że ją ma w sobie. A! gdybyśmy umieli ją otwierać, nie potrzebowalibyśmy niczego się uczyć. Cóż, kiedy najczęściej ta księga aż do śmierci bywa zamknięta na siedm pieczęci? Tylko ludzie obdarzeni geniuszem albo (co jeszcze lepsze) posłuszni wskazówkom łaski umieją czasem odchylić tam jakąś kartkę i wyczytać jakiś urywek, a potem świat się dziwi, skąd ci ludzie wiedzieli, jakim sposobem przepowiedzieli rzeczy, które w historii albo w nauce później się dopiero pojawiły? Zastanówcie się, panie, nad pysznym wierszem Adama o Twardowskim, a przyznacie, że wiedział niezaprzeczenie, co to jest zwierciadło „magiczne”.
— Przepraszam — zagadnęła moja towarzyszka — ja tam nie widzę ani słówka o żadnym zwierciedle, chyba że pan cały wierszyk uważasz za moralne zwierciadło, w którym się złe żony mogą poznać?