— Pyszne to rzeczy, ale i zastraszające — odezwałam się z rodzajem trwogi. — Taka wieczna kontrola byłaby może istotnie zdrową dla moralności publicznej, ale za to dla spokoju domowego, no... to zupełnie jakbyśmy mieszkali w szklanych domach. Ach, okropny ten Hallucini ze swoją szpiegowską maszynerią. A toż by nie zostało już kąta na świecie, gdzie by można się schować przed okiem uczonych, notabene nie tylko współczesnych, ale i potomnych? Gotowi by z jednego guzika odczytać całe życie ludzkie! Kto by chciał ujść spod ich śledztwa, ten by nie śmiał wypić szklanki wody, musiałby wyrzec się bransoletek, sukien jedwabnych, mebli politurowanych i siedzieć chyba w jakiejś wieży kamiennej...
— A i to by nie pomogło! — zawołał tryumfująco pan Cezary. — I to by jeszcze nie pomogło, bo i tam dojdzie światło, a w świetle nic nie ginie. Któryś z uczonych, jeżeli się nie mylę Babbage91, powiedział, że atmosfera jest niejako „biblioteką zachowującą na swoich kartach wszystko, cokolwiek wyrzekł kiedy mąż albo niewiasta”, bo każdy dźwięk, trąciwszy raz falę powietrzną, wywołuje dalsze falowanie i przedłuża się ciągle, wiecznie... Tak samo, i jeszcze słuszniej, można by powiedzieć, że atmosfera jest nieskończoną galerią obrazów, bo każdy obraz, odbiwszy się o falę powietrzną, siłą tego falowania odbija się i dalej, dalej, do nieskończoności. Toteż Hallucini nazywał atmosferę „olbrzymią kopułą zwierciadlaną”, która nasz glob otacza i powtarza wszystko, co się na tym globie dzieje. A poza powietrzem eter chwyta owe odbicia i podaje znów dalej, a raczej to ani eter, ani powietrze, ale samo światło jest owym przewodnikiem, który przenosi obrazy na swoich promieniach, jak iskra elektryczna przenosi nasze słowa. Pojęcia te wydają się jeszcze ciemne, bo nauka ledwo ich zaczątki zbadała, ale Hallucini zaszedł w nich daleko, na ich poparcie przytaczał mi tysiące wypadków, a nawet wielu autorów, którzy już nieśmiało rzucali podobne domysły. Przeczytam i paniom parę z tych ustępów, ażebyście nie sądziły, że to wszystko wylęgło się jedynie w naszych głowach. Oto na przykład ciekawa kartka z pism Cahagneta92:
„Że osoby i przedmioty mogą wytwarzać własny obraz i wielokrotnie się podwajać, na to mamy dotykalne dowody, pokazujące jawnie, że obraz rzeczy wyciska się niejako w miejscu, w którym ta rzecz pozostawała. I tak, pan Teste w swoim Dzienniku przytacza następujące ciekawe zdarzenie: Pewna jasnowidząca, wchodząc do pokoju, odzywa się: »Co za śliczna dziewczynka siedzi tu na krześle!« Zdziwiony pan Teste robi jej uwagę, że się omyliła, że nie ma żadnej dziewczynki. Ale tamta, zamiast ustąpić, idzie dalej w swoim twierdzeniu, zapewnia, że na każdym krześle spostrzega dziewczynkę, a było tych krzeseł sześć. Pan Teste, nie mogąc sobie zdać sprawy z takiego przywidzenia, poprzestał na zebraniu szczegółów dotyczących ubioru owych dziewczynek. Wkrótce potem dowiedział się od innych osób, że zupełnie podobna dziewczynka bawiła się w tym pokoju na chwilę przed wejściem jasnowidzącej, że skakała po wszystkich krzesłach i na każdym z kolei siadła.”
Skończywszy czytanie, pan Cezary spojrzał na mnie pytająco.
— Wszystko to być może — odrzekłam — jednakże... nno, nie powiem, abym to koniecznie miała między bajki włożyć, ale powiem, że Cahagnet nie jest żadną powagą ani naukową, ani filozoficzną. Samouczek93 to bardzo zadziwiający, zawsze przecież tylko samouczek, co z rzemieślnika w bluzie chciał nagle wyjść na Hierofanta94.
— Pani surowo go sądzisz. Spirytyści inaczej myślą i może potomność podzieli ich zdanie. Ale nie chcę spierać się o Cahagneta, za daleko by nas to zaprowadziło. Może panią lepiej przekona inny rodzaj autora, na przykład ksiądz Gratry95?
— Co? Ksiądz Gratry? A! to co innego. Mój kochany, nieoceniony ksiądz Gratry! Jeżeli on co podobnego twierdzi... Ale czekaj pan... Zaczynam sobie przypominać, że kiedyś w jego książkach spotkałam...
— Aha, widzi pani! Przypomnienie stanie się jeszcze wyraźniejsze, kiedy zajrzymy do tekstu. W mojej księdze mam pełno wyciągów z dzieł, a raczej arcydzieł tego prawdziwego mędrca.
Oto najważniejszy... jest to sławny ustęp z „Epilogu”, jakim Gratry zakańcza swoje wspaniałe studium La connaissance de l’âme96:
„Tak, postać tego świata mija, ale istota jego trwa. Z tego wszystkiego, co istnieje, nic nie zostanie zatraconym.