Tu pan Cezary zastanowił się i zawahał. Po długiej chwili podniósł głowę:
— Ha! kiedy już tyle powiedziałem, dopowiem i resztę, chociaż tylko w głównych zarysach, bo gdybym chciał tłumaczyć cały system Halluciniego, musiałbym wykładać kurs kilkomiesięczny, może i kilkoletni86...
Na wspomnienie kursu „kilkoletniego” twarz pani Marty wyraziła rozpaczliwy przestrach.
— Nie bójcie się, panie; wiem ja dobrze, jak trzeba rozumować z tą połową rodu ludzkiego, której główną zaletą jest zmysł odgadywania. Mężczyźni żądają wywodów ścisłych i wyczerpujących, damy się owszem nimi niecierpliwią, wolą szkic leciuchny, który można „dośpiewać w duszy”. A więc będziemy szkicowali. Widząc, jak Hallucini robi i robi doświadczenia, które nigdy go nie zadowalają, widząc, jak męczy się w poszukiwaniach...
— Przepraszam pana, że zaraz na początku przerywam; ale chciałabym wiedzieć, czego on jeszcze szukał? Przecież już posiadał sekret zwierciadlany?
— Ja też go się o to samo pytałem, to samo zdziwienie sto razy wyrażałem. Długo zbywał mię tajemniczym uśmiechem, aż dopiero po kilku latach, gdyśmy doszli do większego zaufania, pewnego razu wynurzył się:
„Mój kochany Cezary, już czas ci powiedzieć, że ten wynalazek, co tobie wydaje się olbrzymim, w moich oczach to jeszcze zaledwie drobnostka, zupełnie jakby dziecko w kolebce. Nie przeczę, że ma wielkie znaczenie jako zawiązek przyszłych odkryć, bez niego nie byłoby czym zacząć, ale gdybym go zostawił w takim stanie, w jakim spoczywał od czasów Trysmegisty87, w jakim poprzednicy mi go przekazali, nie miałbym prawa do żadnej chwały. Przyszła chwila rozkwitu dla nowej nauki. Nasza epoka jest pełna takich rozkwitów niespodzianych, takich dojrzewań pozornie nagłych, a na które wieki się składały. Wszak astronomia i chemia przez całe tysiące lat śniły sobie w astrologicznych i alchemicznych powijakach, aż dopiero niedawno, prawie w naszych oczach, wyrosły na poważne, prawdziwe nauki. Tak i ja, z urywkowej, hieroglificznej magii zwierciadlanej chcę wyprowadzić prawdziwą naukę, i wyprowadzę! Wtedy dopiero będę miał co ogłaszać i czym się unieśmiertelnić. W poszukiwaniach już zaszedłem niezmiernie daleko; chodzi mi tylko o wydoskonalenie tej machiny, którą dotąd widzisz w stanie najpierwotniejszego dzieciństwa, a która tym będzie w porównaniu do przyszłej, czym oczne rury Chaldejczyków do dzisiejszego teleskopu. Im silniej potrafi pokazywać, tym szersze pole otworzy do badania. Bo zaprawdę, mój Cezary, gdybyśmy mieli ograniczyć się na samych lustrach ze szkła i merkuriuszu88, niedaleko byśmy zaszli. O nie! Wkoło nas jest więcej zwierciadeł. Wszystko jest zwierciadłem.
A najprzód oczy ludzkie (a nawet i zwierzęce). Nauka dziś dowiodła, że w każdym oku przedmioty zostawiają swój wierny, chociaż zdrobniały obraz, i tych obrazków gromadzą się całe stosy; kto wie, czy to nie one stanowią księgę pamięci? Najsilniej tę własność objawia oko, które długo pozostawało w ciemności; wtedy wnętrze jego zarasta jakimś osobliwszym gorąco-purpurowym osadem, na którym przedmiot, odbity w nagłym świetle, rysuje się tak wyraźnie, że można go z zewnątrz najdokładniej rozeznać. Próbowano już nawet zastosować to odkrycie do badań sądowych, na przykład w razie zabójstwa, którego sprawca pozostawał niewiadomym, chciano w oczach ofiary odszukać jego wizerunek; ale próby okazały się omylne, często nawet nawodzące na fałszywe domysły, bo oko pokazywało zawsze tylko ostatnią scenę, jaka się przed nim przesunęła, a ta ostatnia mogła być długim konaniem oddzielona od chwili samej katastrofy; do jej wytłumaczenia sąd byłby nieraz potrzebował wielu scen poprzednich, pod tamtą odrysowanych, a tych już nikt nie mógł dopatrzyć.” Otóż Hallucini obiecywał, że kiedyś jak ze zwierciadła, tak i z oka będzie można wyciągać wszystkie warstwy odbić, i już nie alegorycznie, ale naprawdę czytać z oczu człowieka jego przeszłość, odbudować wszelkie a wszelkie obrazy, na które patrzał od swego urodzenia.
— Oj — przerwałam ze śmiechem — nie wiem, czy by każdy poddał się tej operacji? Czy by chciał drugim pokazać wszystko, na co kiedykolwiek patrzał89?
— Ha! może i słuszna pani obawa. Niejeden pewnie zawołałby z Owidiuszem: Peccatumque oculos est habuisse meum90... Toteż byłby to wyborny probierz na sumienia. Pisałem i zawsze powtarzam, że ten wynalazek może mieć wpływ i na moralność. Ale idźmy dalej. Rozejrzyj się, pani, gdzie chcesz, choćby we własnym pokoju: czyż tylko zwierciadło powtarza tam przedmioty? Nie, każdy mebel wygładzony, każdy brąz, każda klamka, nawet froterowana posadzka, nawet pokost na obrazach, nawet lakier na drzwiach i oknach odbijają wszystko, wprawdzie nie tak wyraźnie jak zwierciadła, ale Hallucini zapewniał, że z pomocą spotęgowanej machiny można by te odbicia doprowadzić do zupełnej czystości. Siedzisz pani przy biurku, to widzisz się w politurze biurka, w kuli od lampy, w marmurowej półce, w złotej bransoletce, w połyskach atłasowej szarfy. Maczasz pióro? Twoja ręka odbiła się w kałamarzu. Pijesz filiżankę herbaty? Twarz twoja odbiła się w herbacie. A jeśli wyjdziesz z domu, wszędzie to samo, w dole, w górze. Oto ptak przeleciał i przejrzał się w blasze świecącej na wieży kościoła. Oto promień wystrzelił i mignął w bagnecie tego żołnierza, co przechodzi drogą. Weszłaś pani do ogrodu? Oto na drzewie błyszczą wiśnie, na parkanie błyszczą winogrona jakby tysiące gałek szklanych, gdzie majaczą tysiące odbić. A co traw połyskliwych, co liści niby woskowanych, które drgają od ciągłych odblasków jakby długie, wąskie lusterka! Może w ogrodzie jest sadzawka? A toż gotowe zwierciadło. Ale nie trzeba i sadzawki: każda kropla deszczu, każda kropelka rosy powtarza cały krajobraz, nawet w brzydkiej kałuży odnajdziesz, pani, śliczne niebo i własny wizerunek. A jeżeli staniesz nad rzeką, a toż istne panorama! A dopieroż nad morzem, nad tym olbrzymim zwierciadłem, co od stworzenia świata połknęło miliony, miliardy obrazów, a żadnego jeszcze nie oddało! Ale odda je, odda — i wszystkie powierzchnie gładkie albo świecące będą musiały je oddawać, jak tylko nasz magiczny przyrząd zacznie działać, jak zacznie zrywać zewsząd odbicia na kształt owych kartek sklejonych, które zdzieramy z kalendarza. A wtedy już nie przyjdzie żałować, że Egipcjanie i Grecy nie znali naszych zwierciadeł, wszystko się odnajdzie, wszystko — aż do Atlantydy i do arki Noego, i do pierwszego poranku świata, który w oceanie się przeglądał.