Lud rozumie to doskonale, kiedy twierdzi, że pianie kura84 je wystrasza; istotnie, pierzchają przed światłem dziennym, nie z żadnej antypatii do samego światła, ale z obawy, aby dzień ich nie zdradził oczom ludzkim. Za to noc dla nich bardzo dogodna. Nie bez przyczyny też dzieci mają wrodzony i taki nieprzeparty wstręt do ciemnego pokoju; czują tam obecność istot niezrozumiałych; z posłuszeństwa pójdą, ale będą drżały i pośpiewywały dla dodania sobie fantazji. I my, starsi, jeszcze nieraz podlegamy tym ostrzegawczym instynktom. Wiadoma rzecz, jak jest niemiło siedzieć w wieczór w oświetlonym pokoju, kiedy drzwi są na roścież otwarte do drugiego, ciemnego; te drzwi otwarte nas korcą, zdaje nam się, że z nich coś wyjdzie, że z nich coś na nas patrzy; i niepróżne to przeczucie: rzeczywiście nieraz duch stoi tam i patrzy, rad, że nas widzi, sam pozostając niewidzialnym.
O! gdybyśmy pilniej badali tysiące drobnych wskazówek, zrozumielibyśmy, że stosunki z innymi światami nie są tak zupełnie zerwane, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Sięgnijcie, panie, we wspomnienia wszelkich czasów i krajów: nie ma prawie ruiny, gdzie by według legendy jakiś duch się nie błąkał; tak, najczęściej one osiadają na pustkowiu, aby żyjącym oszczędzać swego niebezpiecznego widoku. Są jednak między nimi i śmielsze, które zachodzą aż do mieszkań naszych, tylko czynią to bardzo przezornie, w godzinach, w których śpimy, albo kiedy wyjdziemy z domu. Wiadomo, jak w pustych pokojach często coś trzeszczy i szemrze; to one, korzystając z chwilowej swobody, chodzą sobie bez obawy, oglądają miejsca niegdyś drogie, przepatrują rzeczy służące nam do codziennego użytku, czytają nasze rękopisma85 i cieszą się tym wszystkim, jak my rozrzewniamy się nad pamiątkami po nich pozostałymi.
A w tych wędrówkach po mieszkaniu przesuną się nieraz przed zwierciadłem i niechcący zostawią w nim odbity swój obraz. A co? Widzicie, panie, doszliśmy do celu. Nie próżno twierdziłem, że ducha łatwiej zobaczyć w zwierciedle niż w rzeczywistości. Ja sam nieraz widziałem... to jest... przysiąc bym nie mógł, czy to były duchy. W każdym razie widywałem jakieś słupy szare, niewyraźne, zwłaszcza w scenach żałobnych, jak na przykład przy śmiertelnym łożu mego opiekuna... W takich godzinach jest najwięcej podobnych zjawisk; ludzie mówią, że duch, wyszedłszy z ciała, nie może jeszcze przywyknąć do swego nowego stanu i krąży przy zwłokach przez kilka dni, aż do pochowania ich w ziemi; mówią nawet, że boi się własnego trupa i z tej to przyczyny jest zaleconym, aby zawsze ktoś przy zwłokach czuwał.
Tych wszystkich mniemań bynajmniej nie podaję za pewniki, może kiedyś dopiero potrafię je lepiej sprawdzić. Długo brałem te mętne słupy za pył, co wiruje w promieniu przepuszczonym przez szparę okiennicy, albo za cienie rzeczywistych osób i przedmiotów, które mogły stać w taki sposób, że tylko cień ich dosięgał zwierciadła... Na koniec, na powtarzane wciąż moje pytania Hallucini objaśnił mię, że to są duchy, a ich niewyraźność tłumaczył niedokładnością machiny, która rzeczy ludzkie wybornie odbijała, ale dla nieludzkich była jeszcze za słabą. Obiecywał jednak, że z czasem...
Pani Marta, która podczas całego ustępu o duchach trącała mię łokciem i usta zasłaniała, w tej chwili wybuchnęła zupełnym śmiechem, wołając:
— Ależ proszę pana, jak duchy się zwiedzą, żeście je państwo podpatrzyli, to zaczną jeszcze ostrożniej chodzić, tak aby nawet ich odbicie nie padło na zwierciadła, i wtedy będzie po wszystkim.
— Najprzód — odrzekł poważnie pan Cezary, choćby obawy pani się sprawdziły, jeszcze zostanie nam przeszłość; duchy już narozrzucały w zwierciadłach tyle swoich obrazów, że mielibyśmy cały ich świat do studiowania. Ale próżne obawy, bądź pani spokojna; wynalazek nasz nie spłoszy duchów, bo one są mądre, one dobrze wiedzą, że ich obraz odbity nie sprawia przerażenia. Ja przecież nieraz je w ten sposób widziałem, a jednak żyję; nie pamiętam nawet, abym kiedy się ich naprawdę przeląkł, dopóki zwłaszcza nie powiedziano mi, że to są duchy. Pani patrzysz nieraz na portret umarłej osoby i wcale go się nie boisz, a gdyby jej duch ci się pokazał, choćby podobniusieńki do tego malowidła, sprawiłby wrażenie całkiem inne. Odbicie w zwierciedle jest także rodzajem portretu...
W tym miejscu ja się wtrąciłam:
— To prawda. Słyszałam o wielu osobach, co miały wizję w zwierciedle, dostrzegły na przykład białą figurę za sobą, a zniosły ten widok dość odważnie; wprawdzie taka wizja zawsze bywa poczytywana za wróżbę nieszczęścia, jednak w samej chwili nie przejmuje wielkim postrachem. Wszak i owe dziewczęta, co w wilię Świętego Andrzeja siedzą przed zwierciadłem dla przekonania się, kto będzie ich przyszłym, nieraz podobno go widują, a jakoś nie słychać, aby która umarła ze strachu. Miałeś pan słuszność, portret a oryginał to wcale co innego. Pańskie teorie niesłychanie mię pociągają. Wielu osobom — tu spojrzałam spod oka na moją towarzyszkę — mogą się one wydawać zbiorem zabobonów i przywidzeń, ale ja zanadto wierzę w możebność stosunków z innym światem, zanadto jej pragnę i do niej tęsknię, ażeby jakiekolwiek przypuszczenie odrzucać na lekko. Jednak ze mną niełatwa sprawa, jeszcześmy nie skończyli... We wszystkim, co się tycze duchów, dobrze, daję panu za wygraną, ale największa trudność zostaje do rozwiązania: przyszłość. Tu ciekawa jestem, jak pan sobie poradzisz? Czy dowiedziesz nam, że i przyszłość można widzieć w zwierciedle?
— Ja też nie mówiłem, aby można ją widzieć w zwyczajnym zwierciedle, kryształowym. Są inne zwierciadła... Ale to by za daleko mnie zaprowadziło...