— A, dziękuję panu — wtrąciła pani Marta — już ja bym nie chciała żyć wtedy na świecie. Wprawdzie pan mi powiesz znowu, że to dobre na umoralnienie ludzi, zwłaszcza złych, którzy więcej się boją sądu ludzkiego niż sumienia, wszystko prawda, jednakże byłoby to straszliwie niewygodne. Wiedział Pan Bóg, co robił, kiedy nam urządził w głowie rodzaj celi samotnej, gdzie możemy uciec od świata i schować się przed natrętami. Najuczciwszy człowiek nie byłby rad pewnie, gdyby zawsze i wszędzie pierwszy lepszy mógł czytać w jego myślach, tym bardziej że za nasze myśli nie zawsze odpowiadamy...

— Pani mię nie zrozumiałaś. Ja nie mówiłem o widzeniu myśli wówczas, kiedy one tworzą się w głowie, ale wtedy, gdy już z niej wyszły, a raczej gdy odbiły się na zewnątrz. Bo tylko uważcie panie dziwny przebieg twórczości umysłowej: człowiek najprzód wyrabia w mózgu swoim jakąś myśl mętną, nieokreśloną; aż gdy ją urobi doskonale, nagle stawia ją przed sobą i widzi ją, zupełnie widzi. Cóż się stało? Oto myśl, dojrzawszy do wyraźnych kształtów, odbiła się w zewnętrznym świetle jak gdyby w zwierciedle i podwójnie istnieje, podmiotowo i przedmiotowo, człowiek w sobie ją czuje, a przed sobą ją widzi. Obraz tej myśli zostaje w przestrzeni, drga i posuwa się z powietrzem, czasem ten, co ją wydał, nie może już jej odnaleźć; ileż to razy mówimy: Ach, jaka szkoda! Miałem wyborną myśl i gdzieś mi się podziała... A wtedy cóż najlepiej pomaga? Wrócić na to samo miejsce, gdzie owa myśl nam przyszła, tam często ją odnajdziemy, ona jeszcze tam wisi w atmosferze odfotografowana, i to nazywa się przypomnieniem. Im umysł potężniejszy, tym silniej odfotografowywa107 na zewnątrz swoje myśli; ich postaci odczepiają się od swego twórcy, płyną na falach światła, mogą świat opłynąć, mogą nawet na inne światy zawędrować, a jeśli mamy się trzymać systemu Gratrego, to i do nas mogą przychodzić myśli z innych światów, na promieniach gwiazd i słońc obrazowo odbite; dlatego to o ludziach wyższych mówi się: Z nieba mu przyszło natchnienie. O tak, nieraz ludziom się zdaje, że mówią symbolicznie, a tymczasem powiedzą wielką, naukową prawdę.

Takich prawd pełno jest w potocznej mowie zaklętych... istne hieroglify owej pierwotnej wiedzy zaginionej, którą ludzkość powoli na powrót odczytuje. To wszystko nam tłumaczy niesłychaną cześć, jaką świat niesie wszelkiej duchowej twórczości. Twórczość! Także wyraz mający znaczenie głębsze, niżeli ogół sądzi. Uczony, poeta, artysta rzeczywiście tworzy, i to nie czcze abstrakcje, ale prawdziwe istoty, kraje, światy, które naprawdę żyją, życiem nie tak może silnym i pełnym jak nasze, zawsze jednak mają pewny rodzaj życia, kto wie nawet, czy nie mają i wiedzy o swoim istnieniu?

Weźmy za przykład Hamleta: według Halluciniego są trzy Hamlety na świecie, jeden historyczny, prawdziwy królewicz duński, co umarł przed wiekami, a którego dusza jest dzisiaj w niewiadomych nam sferach. Drugi, Hamlet z dramatu, występujący w postaci wszystkich aktorów, jacy go na wszystkich scenach grają. Ale jest jeszcze i trzeci Hamlet, ideał Hamleta, utworzony przez myśl Szekspira przed napisaniem dramatu, bo Szekspir tylko dlatego napisał dramat, ażeby ludziom dać wyobrażenie o tej swojej wizji; ten Hamlet jest ze wszystkich trzech najpiękniejszy, cudownie piękny, do historycznego niepodobny wcale, a do scenicznego bardzo mało, bo nie ma na świecie autora ani aktora, co by potrafił dosięgnąć ideału, tylko im bardziej się do niego przybliża, tym bardziej świat się nim zachwyca.

Czytałem w jednej włoskiej książce, że Rafael, nim odmalował Madonnę Sykstyńską, zobaczył ją przed sobą, wyraźnie zobaczył; ja temu najzupełniej wierzę; im wyższy geniusz, tym wyraźniejsze miewa wizje; to właśnie stanowi potęgę wyobraźni, potęgę, która daleko większe ma znaczenie na świecie, niżeli się ogółowi zdaje; nie trzeba nawet być geniuszem, ażeby ocenić doniosłość tej władzy, którą wszystkie umysły w niższym albo wyższym stopniu posiadają. Człowiek nie może jasno pomyśleć o żadnej rzeczy, której nie ma wyobrażenia. Kiedy matematyk myśli o trójkącie, mimowolnie rysuje przed sobą idealny trójkąt, inaczej nie mógłby myśleć o nim. Kiedy autor chce opisać fantastyczną okolicę albo przygodę, co nigdy nie istniała, wymyśla ją, czyli rzeczywiście stwarza, i odtąd nie można już powiedzieć, że ta okolica albo przygoda nigdzie nie istnieje, bo naprawdę obraz jej odbił się w świetle jak fatamorgana i odtąd będzie się przedstawiał nie tylko autorowi, ale i czytelnikom. Ileż razy czytelnik mówi: Ach, jak to pysznie opisane! zupełnie jakbym widział. I nie myli się, on istotnie widział. Pani, co sama piszesz książki, pewno mię dobrze rozumiesz?

— No, tak... do pewnego stopnia... Jednak ośmieliłabym się uczynić zarzut: nie wiem, czy można człowiekowi przypisywać zupełną twórczość jego myśli? Prawda, są chwile, w których myślimy to, co chcemy, i tak, jak chcemy, jednak są inne — takich nawet jest najwięcej — w których myśli nachodzą nas wyraźnie z zewnątrz, bez współudziału naszej woli, zupełnie jakby istoty obce. Nawet wyrażenia potoczne to stwierdzają, kiedy mówimy: Przyszła mi myśl szczęśliwa. Albo: Nachodzą mię smutne myśli...

— A czy wiesz, pani, co się wówczas dzieje? Te myśli, które przychodzą nam z zewnątrz, to są myśli innych ludzi, obrazy ich pojęć, co przepływają przed nami jak owe fatamorgana. Słusznym też jest twierdzenie, że za ten rodzaj myśli nie odpowiadamy; człowiek może je przyjąć lub odpędzić.

— Ależ w takim razie, proszę pana, przyjmowanie cudzych myśli, które naiwnie bierzemy za swoje, byłoby duchową kradzieżą?

— Bynajmniej. Myśl, której nikt nie zużytkował, staje się własnością wspólną, jak powietrze, którym oddychamy. Czyż pani się troszczysz o los gazów, jakie z płuc pani odchodzą po każdym odetchnięciu? Rozpierzchną się one w atmosferze, ulegną rozmaitym przemianom, i każda istota będzie miała prawo na nowo nimi oddychać, jutro, przez całe wieki, do skończenia świata. Nic też trudniejszego jak sprawdzić, kto jest rzeczywistym twórcą jakiej idei; któż z ręką na sercu ośmieli się powiedzieć: Ja pierwszy to pomyślałem. A może już niejeden pomyślał to samo, tylko swojej myśli pod żadnym kształtem nie objawił? Jeżeli nie objawił, nie ma prawa o nią się upomnieć; ten dopiero, co pierwszy wcieli ją w czyn, sztukę albo słowo, ten będzie uznany za jej twórcę. Mieć wielkie myśli a umieć je oddać, to dwa dary zupełnie odrębne i które nie zawsze chodzą w parze; mnóstwo jest ludzi posiadających pierwszy, a całkiem pozbawionych drugiego; tacy ludzie są bardzo nieszczęśliwi; mają doskonałe pomysły, a nie umieją ich urzeczywistnić, widzą ideały, a nie umieją ich drugim pokazać i całe życie mocują się ze swoją połowiczną siłą. Ale i te istoty na pozór zwichnięte bywają nadzwyczaj użyteczne; karmią drugich swymi pomysłami, chociaż to czynią bezwiednie. Obrazy ich myśli póty krążą w powietrzu, póty się napierają innym duszom, aż kiedyś, może po śmierci swego twórcy, może w jakie tysiąc lat później zostaną przez kogoś uchwycone i szczęśliwiej zużytkowane...

— Ach, moi państwo... — krzyknęła pani Marta, chwytając się oburącz za skronie — moi państwo, nie gadajcie takich rzeczy, bo doprawdy może się w głowie przewrócić.