Beato, lecisz nad dobrym jeziorem w ładnym

samochodzie o drzwiach rozpostartych jak skrzydła.

Płyniesz po cierpliwej wodzie aż do trzcin

na drugim brzegu i dalej, cierpliwą nocą,

do wioski, uliczkami tej ładnej

cierpliwej wioski, aż spotykasz

Beatę, która się wydobywa z pubu.

Przyglądasz się jej, bo jej od razu nie poznajesz,

taka jesteś znużona tym ładnym kawałkiem

drogi, po czym wchodzisz w dobry nastrój,