Swoje życie przywiozłaś w plecaku, niosłaś

w tornistrze, żaby czaiły się w trawie do skoku.

A ja — czym się zajmowałem? Przemierzałem place,

piłem w szynku, marzyłem o córce cieśli,

wychodziłem z twojego życia do drugiego pokoju

podlać kaktus, przestawić minerał na półce.

Co mogłaś, gdy krążyłem między tartakiem a groblą,

ty ze swą wiarą w odległość, mająca w zanadrzu

urodę, gniew, awantury, lecz coraz mniej sił do mnie?

W ciemnościach ten minerał świecił się, przybliżał.