W pierwszej chwili dla ucha nieoswojonego wydaje się, że ci ludzie żartują, używając tego wyrazu, pokazuje się jednak, że co kraj, to obyczaj.
Chmura ciągle wisiała na niebie i pomrukiwała groźnie, więc radzi nieradzi, rozpytywaliśmy obecnych o kraj, o wioskę i stosunki rodzinne. Aż jeden Mazur rezolutniejszej natury (co sługiwał w wojsku) rzecze:
— Myśmy waściom wszyćko opowiedzieli, a teraz gadajcie, co waście za jedni?
Kazaliśmy mu zgadywać, to powiada:
— Z waści jest kunda (sprytny, mądry) — wyście oficery z Rosji.
Z trudnością udało mi się wreszcie niewiernego z błędu wyprowadzić, ale nareszcie uwierzył i o szczegóły naszego życia znów pytać zaczął.
Z całej powyższej rozmowy dowiedziałem się, że na Mazurach nie ma prawie zupełnie większych majątków; wszystkie grunta należą do kolonistów, mających od 10 do 100 morgów ziemi, a nieraz i więcej. Mają się też dobrze i widać tę zamożność na każdym kroku.
Żyjąc w dobrobycie i pod cywilizatorską ręką swojej zwierzchności, pamiętają o zewnętrznym porządku tak w swoich własnych chatach, jak i na publicznych drogach. Wszystkie szosy bez wyjątku obsadzone są drzewami; daje to latem miły cień, a w zimie wskazuje drogę. Chociaż i my to u nas doskonale rozumiemy, ale nie umiemy ustrzec się od szkodników niszczących drzewa. Tutaj poczucie poszanowania dla drzewa wszczepiają, poczynając od szkoły, na każdym kroku.
Spotykaliśmy też często tablice, najczystszą polszczyzną napisane, przybite do drzew przy drodze, z tymi wyrazami: „Człowiek dobry nie uszkodzi żadnego drzewa”. Rząd niemiecki zrobił już tu ustępstwo i napisał po polsku, tak go mocno obchodzi utrzymanie zadrzewienia w dobrym stanie na drogach w całym kraju. Obok ostrzeżeń i próśb w rodzaju powyższych tablic istnieją na szkodników bardzo surowe kary, bo dochodzące nieraz do ciężkiego więzienia.
Każdy medal ma dwie strony. Szkoła wywiera tu dobroczynny cywilizacyjny wpływ pod każdym względem, szkoda tylko, że jest ona jednocześnie narzędziem bezwzględnego niemczenia.