Nie pozostało nam nic innego uczynić, jak tylko, rzuciwszy germanizatorowi w lokajskim kostiumie pogardliwe spojrzenie, noclegu poszukać gdzie indziej (adres hotelu: A. Hinz, Banhofs Hotel, Allenstein).

I na takiej to zatraconej reducie stoi człowiek, któregośmy przed noclegiem poznali. Człowiekiem tym jest redaktor „Gazety Olsztyńskiej”7, pan Pieniężny8, dźwigający, choć z trudnością, sztandar naszej mowy i walczący od lat dziesięciu dwa razy tygodniowo na szpaltach swego pisma z zalewającą go zewsząd niemczyzną. Cała jego pociecha, że pracując dla ludności wiejskiej, dotąd zdrowej, i pomagając jej radą i pomocą, wedle sił i środków spełnia ciężki obowiązek.

Opuszczając też Olsztyn, pomimo przygnębiającego wrażenia, myśląc o panu Pieniężnym, słyszałem ciągle brzmiące w uszach: „Cześć takim ludziom, cześć!”.

Wybacz mi, szanowny czytelniku, żem odbył postój w Olsztynie, a więc nie na zapowiedzianych Mazurach, dla podróżnego trzeba jednak być nieco wyrozumiałym, bom nie mógł nie podzielić się z tobą tymi wrażeniami, jakich w Olsztynie doświadczyłem.

Z Olsztyna jednym skokiem (naturalnie kolejowym) puszczamy się przez właściwe Mazury do ich intelektualnej stolicy, do Ełku, skąd właściwie rozpocznie się nasza podróż na kole.

II

Ełk. — Gazeta Ludowa. — Powiaty mazurskie. — Kolonizacja. — Prusowie.

A więc Ełk, miasto, o którym marzyłem od chwili wyjazdu z Warszawy.

Z góry już wiedziałem, że będzie niemieckie jak wszystkie miasta na Mazurach, dlatego też postanowiłem odszukać redakcję „Gazety Ludowej”, w której spodziewałem się znaleźć odżywczą krynicę dla mojego zmęczonego niemczyzną umysłu. Pierwszy spotkany listonosz, a jak tu poprawnie mówią „listowy”, wskazał mi żądany adres.

„Gazeta Ludowa” istnieje dopiero od początku 1896 roku pod kierunkiem pana Karola Barke, dzielnego Mazura, wychowanego w Warszawie. Drukuje się ona szwabachą, to jest czcionkami gotyckimi, w celu uczynienia jej dostępniejszą dla mazurskiego ludu, który innego alfabetu prawie nie zna. Wydawnictwo to w polskim języku nie jest tutaj pierwszą próbą. W latach 1842–1844 i 1849–1850 wychodził miesięcznik pod tytułem „Przyjaciel Ludu Łecki”9, także szwabachą drukowany, obecna więc gazeta stanowi już duży postęp, bo wychodzi dwa razy tygodniowo.